29.04.2013

Gorsze dni

Dzień dobry :-) Długi weekend w pełni, ale pogoda mogłaby być odrobinę lepsza. Tak z pięć stopni więcej byłoby idealnie. Ale właściwie i tak siedzę w domu, więc bez różnicy... Zresztą przy moim pechu w ostatnim czasie jeśli chodzi o zdrowie, można mieć dość wszystkiego. Nie wiem, coś się na mnie uwzięło czy co, ale już trzeci tydzień z czymś walczę. Zaczęło się od spuchniętej stopy, później ta sama stopa zaczęła boleć i utrudniała chodzenie, a teraz moja alergia weszła w decydującą fazę. Kichanie, smarkanie, łzawiące oczy. Aż spać nie mogłam, tak miałam zawalony nos. To jest męczące... Mam nadzieję, że najgorsze minęło.
W ostatnim tygodniu mało się działo, a w kuchni to już kompletna posucha. Gwiazdą tygodnia był granat, którego pestki zjadłam z omletem i owsianką. I to tyle. Może w najbliższych dniach coś wyczaruję. Przecież mam tyle przepisów do wypróbowania, tylko... motywacja gdzieś się ulotniła. 
Cóż, idę szukać moich zagubionych inspiracji i zaglądnę tutaj za kilka dni.
Udanego tygodnia i wypoczynku :-)

//Bianka dzielnie mnie wspiera w gorszych chwilach. Kochana koteczka.

25.04.2013

Pierwsze spotkanie z granatem

omlet na szybko z granatem i cukrem pudrem
Hej :-) Jakiś czas temu wróciłam z kina. Z bratem oglądnęłam "Intruza", film na podstawie książki Stephenie Meyer. Chciałam oglądnąć tą ekranizację, bo kilka lat temu przeczytałam książkę i pamiętam, że mnie zaciekawiła. Film, jak to film, nigdy nie da się wszystkiego przedstawić tak dokładnie jak to jest opisane, ale podobało mi się. Oglądając poszczególne sceny przypominałam sobie jak o tym czytałam. Jednak zważając na to, że dość dawno temu miałam tą książkę w ręku, pokuszę się o ponowne przeczytanie ;-) Wtedy na świeżo porównam sobie z filmem.
Na śniadanie po raz pierwszy spotkałam się z granatem i to spotkanie zaliczam do udanych. Już od kilku miesięcy czaiłam się w sklepach na ten egzotyczny owoc. W końcu był i mimo nieciekawej ceny wzięłam jedną sztukę. Zastanawiałam się z czym zjeść i najpierw pomyślałam o owsiance, ale ostatecznie zdecydowałam się na szybki omlet. To, że jest w kawałkach to efekt mojej niezdarności przy przewracaniu. Mimo tego wyszły fajne "poduszeczki" ;D
Wracając do owocu granatu. Bardzo podoba mi się wnętrze, takie mozaikowe. Pestki w galaretkowej otoczce mają fajny kwaskowy smak. Do tego sporo soku, który jest małym minusem przy wyjmowaniu pestek i pryska na wszystkie strony. A najważniejsze, że owoc jest bogaty w witaminy i niezwykłe właściwości. Całość mnie zachwyciła i na pewno jeszcze nie raz kupię, bo mam ochotę na jakiś deser z granatem :-)

24.04.2013

Wolne!

Dzisiejszego popołudnia rozpoczęłam bardzo długi weekend majowy :-) Tyle wolnego... szkoda tylko, że nigdzie się nie wybieram. Ale poświęcę ten czas w pełni dla siebie. Pogoda zapowiada się średnio, bez upałów, więc z wychodzeniem gdziekolwiek będzie zapewne różnie.
Na dobry początek jutro idę do kina z bratem. Akurat dla rozluźnienia mojego braciszka po jego ostatnich testach gimnazjalnych ;-) A przed wyjściem na śniadanie będę próbować granat. Jestem ciekawa smaku i moich wrażeń.
Do zobaczenia!

//Bianka ostatnio ma same przygody. Kilka dni temu miała bliskie spotkanie ze szczupakiem i... po próbie zbliżenia się i zbadania nieznanego, ryba nagle się poruszyła, a Bianka zwiała. Dodam tylko, że moja kotka trzpiotka ryb nie jada, więc kierowała nią zwykła ciekawość i skończyło się ucieczką ;D
Oj Bianuś, wystraszyć się ryby...

21.04.2013

Lekko zapachniało latem

Witajcie :-) Weekend znów się kończy zbyt szybko, ale cieszy fakt, że przed nami tylko pięć dni i zacznie się dłuuugi weekend majowy. A ja wczoraj i dziś siedziałam w domu zmagając się z katarem (kochana alergia) i bólem nogi. Czasami się zastanawiam na co ja będę narzekać za kilkadziesiąt lat skoro już teraz leżę i kwiczę, haha. Obym miała jak najmniej powodów do narzekania ;-)
Wczoraj zapowiedziałam ciasto, które było pysznym deserem w sobotnie i niedzielne popołudnie. Naprawdę szybkie i łatwe w przygotowaniu. Angielskie ciasto ucierane - Victoria sponge cake. Ponoć wychodzi zawsze.
Ja robiłam po raz pierwszy i efekt był zachwycający. Na pewno będzie powtórka ;-)
Przepis z Moich Wypieków.
Victoria sponge cake

170 g mąki pszennej
1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
170 g masła
120 g drobnego cukru do wypieków
3 jajka

Dodatkowo
250 ml śmietany kremówki, ubitej (można do niej dodać odrobinę cukru pudru)
200 g pokrojonych truskawek lub dżemu truskawkowego
cukier puder do posypania

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Używając miksera masło utrzeć z cukrem na biały i puchaty krem. Wmiksować jajka, dodając je jedno po drugim. Wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, wymieszać. Można też po prostu wrzucić wszystko do miski i zmiksować... i tak zrobiłam ;-)
Ciasto wyłożyć do tortownicy o średnicy 20 cm (u mnie 21 cm) wyłożonej papierem do pieczenia.
Wyrównać. Piec 20 - 25 minut w temperaturze 180 stopni. Wyjąć, wystudzić.
Ciasto podzielić wzdłuż na 2 krążki. Przełożyć je ubitą kremówką i kawałkami truskawek.

Jeśli zamiast truskawek użyjecie dżemu, wtedy dżemem posmarować dolny krążek, a na niego wyłożyć ubitą kremówkę, przykryć drugim krążkiem. Posypać cukrem pudrem.
Smacznego :-)
 W minionym tygodniu...
//1. zapachniało latem... jogurtowe placuszki z dodatkiem truskawek//2. pierwsze lody w tym sezonie! ulubiona Bajka 6. Victoria sponge cake na weekendowy deser 

20.04.2013

Sobotni deser

Hej! Jak mija Wam weekend? Pogoda nareszcie dopisuje, choć w porównaniu do czwartku jest znacznie chłodniej. Jednak jest tak akurat, wiosennie :-) Wczoraj miałam wolne jeśli chodzi o zajęcia, ale prawie pół dnia spędziłam na chodzeniu po sklepach i pod wieczór jeszcze ćwiczyłam na świeżym powietrzu. Oczywiście byłam bardzo zmęczona, a kiedy usiadłam na spokojnie w domu zaczęła boleć mnie stopa... Myślałam, że to chwilowe. Aha, tak samo jak tydzień temu sądziłam, że opuchlizna po chwili zniknie. Nie wiem co się dzieje, ale łapię ostatnio jakieś kontuzje i to tej samej, prawej stopy. Jeeej, przez to nie pobiegałam dzisiaj, bo dziadostwo boli. Muszę znowu nasmarować porządnie żelem i mam nadzieję, że do jutra trochę złagodzi ból.
Dobra, pomarudziłam. Sądzę, że bardziej Was ciekawi to ciacho u góry niż moje żale ;D To mój dzisiejszy deser i jest to... A nie powiem! Poczekajcie do jutra ;-)
Zostawiam Wam Biankę wygrzewającą się na słońcu.
Miłego wieczoru!

18.04.2013

Prawie jak latem

Dzień dobry :-) Dziś czuję się jakby był już jeden z czerwcowych dni. Słońce od samego rana, ciepłe powietrze, przyjemny wiatr, truskawki na śniadanie i na termometrze plus 25. Przy tak pięknej aurze nie miałam problemu aby wstać z łóżka, trochę się porozciągać - poranna gimnastyka musi być ;-), niespiesznie się umyć i usmażyć placuszki. Porcja akurat dla jednej osoby. Szybko, smacznie, letnio. Przepis od wioli. :-)
Placuszki z jogurtu naturalnego

1 małe jajko
4 łyżki mąki
3 łyżki jogurtu naturalnego
szczypta sody oczyszczonej - około 1/5 łyżeczki

Wszystkie składniki wymieszać i smażyć na rozgrzanej patelni na wolnym ogniu.
U mnie podane z truskawkami i dla słodyczy polane miodem.

Ciao!

16.04.2013

Bobi

Dziś w południe w przerwie między zajęciami wybrałam się z koleżanką na nasz gorzowski bulwar. Pogoda była przepiękna, ponad dwadzieścia stopni, więc szkoda było przesiadywać gdzieś w budynku. Usiadłyśmy na ławce, rozmawiałyśmy, jadłyśmy i po pewnym czasie podeszła do nas ta śliczna psinka. Najpierw się nam przyglądała, usiadła, a później się położyła ciągle merdając ogonem. Wpatrywała się w nas tymi swoimi pięknymi oczyma tak uroczo, że aż serce miękło. Pewnie posiedziałybyśmy tak w trójkę dłużej, ale przegoniła nas nagła ulewa.
Pies wabił się Bobi i nie wiemy do końca czy to on czy ona ;-) Imię poznałyśmy dzięki małej tabliczce przywieszonej do bardzo ładnej obroży. Oprócz imienia na odwrocie był także wygrawerowany kontakt w postaci numerów telefonu. Widać, że opiekunowie odpowiednio zadbali. Z pewnością byli gdzieś niedaleko, bo trochę osób się tam kręciło.

Niedawno wróciłam z ćwiczeń i jestem padnięta... Ale to był dobry trening, spinning plus rozciąganie.
Zabawne, poszłam spalać kalorie, a po powrocie do domu miałam ochotę na słodkie :D Czekolada chyba mnie nigdy nie opuści. Teraz czas na herbatę i relaksującą kąpiel :-) Ciao!

14.04.2013

Wiosenne dni

Nareszcie wiosna! Ciepło, coraz cieplej :-) Rankiem wita mnie słońce, nad głową błękitne niebo, a czasami spadnie przyjemny wiosenny deszcz. Pod koniec tygodnia wreszcie nastała właściwa aura. Mój luźniejszy tydzień minął w tempie ekspresowym i ten nowy zapowiada trochę więcej zajęć. Ale z tak wspaniałą pogodą wszystko wydaje się łatwiejsze ;-) Tylko nadal nie wiem dlaczego spuchła mi stopa... Od dwóch dni smaruję specjalnym żelem na obrzęki i trochę pomogło. Na szczęście jakoś szczególnie nie boli i nie przeszkodziło mi w ćwiczeniach.
Ten pierwszy piękny weekend wykorzystałam aktywnie i rozpoczęłam bieganie. Wraz z przyjaciółkami nie miałyśmy leniwych poranków, tylko wcześnie wstałyśmy i ruszyłyśmy na świeże powietrze. Przyznam, że ciężko było się zwlec z łóżka, ale świeże poranne powietrze jest niezwykle przyjemne i po dawce ćwiczeń od razu ma się dobry humor. Dziś po powrocie przygotowałam pudding chlebowy. Już od dawna się do tego przymierzałam i w końcu się udało. Z truskawkami, czekoladą i płatkami migdałów. A zamiast zwykłego chleba użyłam chałkę. Wyszło na prawdę smacznie :-)
Pudding chlebowy z chałki z truskawkami, czekoladą i migdałami
|4 kokilki| inspiracja

nieduża chałka pokrojona na kromki
4 jajka
1 1/3 szklanki mleka
truskawki 
kilka kostek czekolady
garść płatków migdałów

Chałkę i truskawki pokroić w kostkę, w miseczce roztrzepać jajka z mlekiem. Na dno kokilek wsypać połowę chałki, wyłożyć truskawki, migdały i posypać startą czekoladą. Na wierzchu ułożyć resztę chałki i wszystko zalać masą jajeczną.
Wstawić do nagrzanego piekarnika do 160 stopni i zapiekać około 40 minut.
Słonecznego tygodnia!

Później...

Za wczesne wstawanie jest dobre śniadanie ;-)
Do zobaczenia wieczorem!

12.04.2013

Włosy

Witajcie :-) Tak jak wczoraj pisałam, obcięłam włosy. Przyznam, że widok obciętych włosów na ziemi w salonie fryzjerskim był odrobinę smutny. Jednak zrobiłam to dla wzmocnienia i odświeżenia. Teraz mam nowy cel: zapuszczam jeszcze dłuższe niż miałam ;-) Na zdjęciach jest efekt przed i po. Wybaczcie małe nieogarnięcie na pierwszym foto, ale tak to już bywa z długimi włosami.
Żeby nie było, moje życie nie kręci się tylko i wyłącznie wokół włosów ;-) Tydzień pod względem zajęć miałam bardzo lekki, bo praktycznie oprócz wczorajszego niemieckiego i poniedziałkowej konferencji miałam sporo wolnego. W środę poszłam na darmo, bo okazało się, że wykład został odwołany... Bywa.
Z rzeczy bardzo istotnych: jest! Wiosna! Nareszcie ją czuję :D Co prawda dziś deszczowo, ale to taki wiosenny deszczyk z ciepłym powietrzem. Jutro podobno mają być pierwsze wiosenne burze. A w poniedziałek u mnie nawet 21 stopni! Jak miło :-)
Nie wiem czy to z powodu dzisiejszej aury czy może odzywa się mój niedobór magnezu, ale rano obudziłam się ze skurczami w łydkach i bólem w stopie. Myślałam, że jakoś po krótkim czasie przejdzie, ale okazało się, że ta boląca stopa jest spuchnięta... Nie wiem o co chodzi, bo nic sobie nie zrobiłam, nie upadłam ani nic z tych podobnych rzeczy. Chyba, że wędrowałam w nocy a nic nie pamiętam, haha. Mam jednak swoją teorię. To bunt stopy przeciwko obcięciu włosów.
O matulu, idę, bo zaczynam pisać od rzeczy. A! Dziś przecież Dzień Czekolady! Chciałam zrobić na śniadanie czekoladowe pankejki, ale... zaspałam. Mimo tego uczciłam ten dzień i zjadłam porcję czekolady.
Jedna z moich ulubionych. Milka bąbelkowa z karmelem :-)
Pięknego weekendu!

11.04.2013

Co ja zrobiłam?!

Zastanawiałam się, zastanawiałam i chociaż wciąż byłam rozdarta, to w końcu podjęłam decyzję. Nie wiem dlaczego się zdecydowałam... może mnie już trochę denerwowały, plątały, może potrzebowałam odświeżenia, czegoś nowego. Wiedzcie jedno: efekt kilkuletniej wytrwałości, w ciągu około czterdziestu minut przeszedł do historii. Tak trochę dziwnie, ale się przyzwyczaję. A znając moje włosy, odrosną w tempie ekspresowym.
I gdyby ktoś był ciekawy ile cm mi ubyło, to już mówię: około 25 ;-)

08.04.2013

W oczekiwaniu wiosny

Bianka tak samo jak ja spogląda w niebo i czeka na upragnioną wiosnę. 
Dzisiejszy dzień zapowiada, że jest już tuż za rogiem. Czekamy!
A prawdę mówiąc, może i Bianka oczekuje ciepłych dni, ale w chwilach uchwyconych na zdjęciach prawdopodobnie bardziej interesowały ją ptaki za oknem ;-)

07.04.2013

Pierwsze dni kwietnia

Witajcie :-) Pierwszy tydzień kwietnia dobiega końca. Jak tam Wasz weekend? Mam nadzieję, że u Was także nieśmiało wkroczyła wiosna. U mnie temperatura coraz wyższa, a dziś cały dzień błękitne niebo i cudownie świecące słońce. Biance również brakowało słoneczka, bo już od rana wygrzewała się na parapetach. Ach, te koty, cały dzień wylegiwać się w słońcu. Wiedzą co dobre ;-) Tylko skoro wiosna, to i wzmożone gubienie sierści. Od kilku dni znajduję biało - czarne kłaczki fruwające po całym mieszkaniu.

Jutro nowy tydzień i na szczęście pod względem zajęć lekki. Do tego tylko do czwartku, więc mój weekend rozpocznę w piątek.
A wracając jeszcze do mijających siedmiu dni. W piątek byłam na seminarium. Temat mojej pracy dobrze się rozwija, mam prawie gotową bibliografię, zaczynam tworzyć zarys, rozdziały itd., zapowiada się na prawdę obiecująco. Oby tak dalej, a już niedługo zacznę pisać. Po spotkaniu wybrałam się z koleżanką do centrum handlowego. Moim celem były kosmetyki i kupiłam zestaw 3 kroki Clinique. Oczywiście na początek zestaw w wersji mini, w kosmetyczce. Poczytałam trochę opinii i jak to ze wszystkim bywa, zdania są różne, ale raczej większość sobie chwali. Czy któraś z Was używała tych kosmetyków? Jak wrażenia? Ja wzięłam zestaw numer 3 - do cery mieszanej w stronę tłustej.

Na koniec starego i początek nowego tygodnia zostawiam Wam ostatni z zapowiadanych Wielkanocnych przepisów. Babka - przepis znalazła moja mama i ona także upiekła. Po zeszłorocznej majonezowej tym razem zawitała taka ze zdrowym dodatkiem czyli otrębami. Pyszna!
Udanego tygodnia! :-)
Pyszna babka wielkanocna
inspiracja 

2 szklanki mąki pszennej
pół szklanki otrębów owsianych
200 g masła
1 szklanka cukru
4 jajka
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić z cukrem na sztywną pianę. Dalej ubijając, dodać żółtka. Mąkę wymieszać z otrębami i proszkiem do pieczenia. Roztopić masło. Masę jajeczną wymieszać z mąką, a następnie dodać roztopione masło i wszystko delikatnie wymieszać. Przelać do natłuszczonej formy.
Piec w rozgrzanym piekarniku w temperaturze 180 stopni przez około 45 minut. 
Babkę wyjąć z formy i odstawić do ostygnięcia. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.

05.04.2013

Marchewkowo mi

Witajcie :-) Jak tam Wasze samopoczucie po świętach i powrocie do codziennych obowiązków? Ja jestem najedzona na kilka najbliższych miesięcy... Do wczoraj jadłam resztki sałatki, białą kiełbasę i mazurka. A sernik nawet do dzisiaj przetrwał. No cóż, nasza czwórka to kiepscy jadelnicy i gdyby przemysł spożywczy opierał się tylko na osobach naszego pokroju, to marnie by wyglądał, hahaha.
Po tym ucztowaniu czas wziąć się za siebie, bo latem nie będzie czego pokazywać. Razem z przyjaciółką zamierzamy zacząć biegać. Znalazłyśmy fajne treningi dla początkujących i zapowiada się obiecująco. Mam nadzieję, że motywacja nas nie opuści. Do tego na horyzoncie w końcu widać poprawę pogody, więc możemy śmiało wkroczyć do akcji ;-)
Jednak zanim zaczniemy gubić zbędne kilogramy jeszcze dzisiaj zapraszam Was na nasze świąteczne, przepyszne włoskie babeczki z ciasta marchewkowego, które swoją drogą także do wczoraj stały w lodówce. Ozdobione kremem z serka, marchewkami z marcepanu, piankowymi kurczakami i kolorowymi posypkami. Znakomite połączenie migdałów i marchewki, a do tego w wiosennej oprawie :-)
Włoskie babeczki z ciasta marchewkowego z kremem z serka Turek
|przepis na 12 babeczek, choć mnie wyszło 14|
inspirację znalazłam tutaj

100 g masła lub 75 g oleju
200 g (szklanka) cukru
200 g mielonych migdałów
100 g (pół szklanki) mąki pszennej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
2 jajka (we włoskim oryginale 1 jajko + 1 żółtko)
300 g (2 szklanki) startej na małych oczkach marchwi
szczypta soli

Krem z serka Turek*
250 g Turek kremowy serek śmietankowy
2 łyżki masła
3/4 szklanki cukru pudru
łyżeczka ekstraktu z wanilii

Umytą i obraną marchewkę zetrzeć na średniej tarce. Jeśli jest bardzo wilgotna, to dokładnie odcisnąć. Przesianą mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, sodą i migdałami.
Jajka utrzeć z cukrem. Stopniowo dodawać mąkę z migdałami i mieszać łopatką. Potem wlać olej/wrzucić masło, dodać sól oraz marchewkę, wymieszać.
Foremkę na muffinki wyłożyć papilotkami. Napełniać ciastem do 3/4 wysokości. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30 - 35 minut. Studzić 5 minut w foremce, a następnie wyjąć na kratkę.
Po ostygnięciu ozdobić kremem z serka. A oto jak zrobić krem.
Utrzeć masło z cukrem pudrem, dodać serek do uzyskania kremowej masy i wlać ekstrakt z wanilii.
Jeśli chcemy aby konsystencja kremu była bardziej zwarta i tworzyła ładniejszy "wzorek" przy wyciskaniu, należy dodać więcej cukru pudru. Jednak wtedy krem może być za słodki. 

Ozdabiamy szprycą lub tak jak ja nakładamy łyżką tworząc artystyczny nieład ;-) 
Autorka barwiła część kremu na zielono i pomarańczowo aby dzięki szprycy uzyskać marcheweczki. Ja posłużyłam się gotowymi z marcepanu. Do tego różne kolorowe posypki i piankowe kurczaki nadziane czekoladą.
*Oryginalnie autorka użyła do kremu serka Philadelphia, ale mój sklep był ubogi w owy serek i zastąpiłam go z powodzeniem kremowym Turkiem.
Pięknego weekendu!

02.04.2013

Kruche ciasteczka 2w1

Pierwszy z obiecanych przepisów. Dzięki tym ciasteczkom miałam tzw. dwie pieczenie na jednym ogniu. Uczciłam nimi pierwszy rok Bianki w naszym domu i były jednym ze smakołyków na Wielkanocnym stole.
Ciasteczka łatwe w przygotowaniu, choć ja jeszcze nie mam wprawy w równomiernym rozwałkowaniu ciasta ;-) Bardzo smaczne, a dzięki napisom mogą być miłym prezentem.
Przepis zaczerpnęłam z opakowania stempelków, które zamówiłam jakiś czas temu w Tchibo.
Kruche ciasteczka

150 g masła lub margaryny
50 g cukru
1 małe opakowanie cukru waniliowego
100 g masy marcepanowej
250 g mąki 
1 żółtko

Włożyć masło lub margarynę do miski i miksować za pomocą miksera ręcznego aż do uzyskania puszystej konsystencji.
Dodać cukier, cukier waniliowy, żółtko i masę marcepanową, a następnie zmiksować wszystkie składniki na najwyższych obrotach, aby uzyskać jednolitą konsystencję.
Przełączyć mikser na najniższe obroty i stopniowo dodawać mąkę. Jeszcze raz dokładnie wymieszać ciasto ręcznie. Umieścić ciasto w lodówce na ok. 30 minut.
Rozwałkować wałkiem ciasto na grubość 3 - 4 mm.
Teraz można przystąpić do wykrawania i stemplowania ciastek. Dodać trochę mąki na foremki i stempelki, aby ciasto do nich nie przywierało.
Położyć ciastka na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec w temperaturze 150 stopni z termoobiegiem lub w 175 stopniach z nagrzewaniem od góry i od dołu na środkowej szynie przez ok. 10 - 12 minut, dopóki brzegi ciasta nie osiągną jasnobrązowej barwy.
Pozostawić ciastka na blasze do ostygnięcia.

Została mi jeszcze porcja marcepanu, więc szykuje się druga partia ciastek :-)

01.04.2013

Wielkanoc

Jak co roku Niedzielę Wielkanocną spędziłam u cioci. Przy stole pełnym smacznego jedzenia, wśród rozmów i uśmiechów. Tylko pogodzie coś się pomyliło... sprawiła nam białe święta, ale nie te co trzeba. Jednak muszę napisać coś co mnie trochę denerwuje odnośnie informacji na temat owej pogody. Wszędzie podają jaka to katastrofa w całej Polsce, śnieżyce, zawieje, dramat. Ogółem, jak żyć?! Ale mam małe sprostowanie: u mnie w Gorzowie żadnego dramatu nie było, żadnej śnieżycy i tym podobnych zjawisk. Z rana lekko prószyło i to wszystko. Na ulicach jeszcze gdzieniegdzie zalegają resztki śniegu, a poza tym sucho. Nawet po południu zza chmur nieśmiało wyjrzało słońce. Dziś podobnie, słonko jakiś czas świeciło, a niedawno lekko popadał biały puch. Wybaczcie ten mój wywód, ale od jakiegoś czasu irytuje się oglądając telewizję. Czy to wiadomości ogólne czy prognozy pogody, widać jak mało i pobieżnie wspomina się o krańcach Polski zachodniej. Nie wiem jakie jest uzasadnienie takiego zjawiska, ale najwidoczniej nie jesteśmy ciekawym obszarem.
Wracając do Świąt. Wspólnie z mamą napiekłyśmy słodkości i w ciągu następnych dni zamieszczę trzy przepisy. Będą babeczki z ciasta marchewkowego, kruche ciasteczka i babka z otrębami owsianymi. Poza tym tradycyjnie był sernik z rosą mojej Mamy (przepis podawałam rok temu o tutaj) oraz mazurek.
Smacznie i rodzinnie spędziłam ten czas. I tak jak sobie obiecałam, założyłam nową sukienkę! Chłód mnie nie odstraszył, a ja podobno ładnie wyglądałam ;-)
Trzymajcie się cieplutko :-)