29.01.2014

Gorąca czekolada na mróz

Ostatni dzień zajęć w zimowym semestrze minął, a od jutra sesja. Na szczęście nie mam już dużo do zaliczenia, więc będzie trochę wolnego. No, teoretycznie... licencjat sam się nie napisze. Ale dam radę :-)

Od poniedziałku napadało całkiem sporo śniegu, mrozi, więc zima w pełni. Jednak widziałam w prognozach, że zbliża się ocieplenie i będzie chlapa... Co za pogoda! Takie zmiany temperatur nie wpływają pozytywnie na samopoczucie. I za to nie lubię tej pory roku, moje zatoki cierpią.
Aby osłodzić sobie te mroźne dni, wypiłam pełen kubek gorącej czekolady z waniliowymi piankami. Pyszna, gęsta czekolada i w niej rozpływające się pianki. Cudo!
Gorąca czekolada z piankami marshmallow
|jeden duży kubek| inspiracja

pełen kubek mleka
3/4 tabliczki czekolady deserowej
pół tabliczki czekolady gorzkiej
garść pianek marshmallow

Do garnuszka wlać mleko i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Gotować na małym ogniu mieszając od czasu do czasu, aż czekolada się roztopi.
Gotową gorącą czekoladę przelać do kubka i na wierzchu ułożyć pianki.

26.01.2014

Niedzielne śniadanie: pieczona jaglanka

Zimno! Jak jeszcze ponad miesiąc temu zastanawiałam się gdzie jest śnieg, to kilka dni temu dostałam odpowiedź. Zima zawitała, czyli śnieg, mróz i lodowisko na chodnikach. Koleżanka już się pytała czy miałam bliskie spotkanie z ziemią, haha. Bo to taka moja mała i nieprzyjemna tradycja, że każdej zimy zaliczam glebę. Tfu, tfu! odpukać, ale na szczęście, jeszcze jestem cała. Trzeba przyznać, że nieźle mrozi, a dla takiego zmarźlaka jak ja, to nie jest wymarzona pogoda. Żeby było jeszcze lepiej, to w całym mieszkaniu, właśnie mój pokój jest najzimniejszy i ciągle podkręcam kaloryfer. Nawet wyciągnęłam termofor z szafy.
Może i nie ma dwumetrowych zasp, ale nieco białego puchu napadało, a jutro podobno ma znów poprószyć. I tak mogło być na święta, lecz Matka Natura miała widocznie inne plany ;-)

Weekend jak zwykle za krótki, ale mój jest i tak o jeden dzień dłuższy. Jutro wolne, a w sumie pozostały dwa dni zajęć i oficjalnie rozpocznie się sesja. Ale jak wiecie, zaliczenia już trwają i mojego pisania końca nie widać. I chyba podświadomie zbyt mocno się denerwuję, bo schudłam ponad kilogram. Jak tak dalej pójdzie, to do końca studiów i obrony licencjata, stracę kilka kilo. Co prawda chcę co nieco zrzucić, ale wolałabym zdrowszy sposób. Ostatnio moje odżywianie się woła o pomstę i czas się ogarnąć.

Zaczęłam od rozgrzewającego i zdrowego śniadania. Wiem, że miałam upiec coś z okazji urodzin bloga, ale to musi jeszcze chwilę zaczekać. A skoro wspominam o urodzinach, to bardzo Wam dziękuję za życzenia pod poprzednim wpisem :-))
Zimowy poranek z kaszą jaglaną w wersji pieczonej z dodatkiem wiórków kokosowych, cynamonu i jabłka. Brzmi idealnie, prawda? :-) Pierwszy raz jadłam jaglankę w takiej wersji i na pewno nie ostatni.
inspiracja - klik

Pieczona jaglanka z kokosem i jabłkiem
|jedna mała porcja|

40 g kaszy jaglanej
150 ml wody
100 ml mleka
szczypta soli
3 łyżeczki stewii/miodu
1 łyżka wiórków kokosowych
1/3 łyżeczki cynamonu
1/2 średniego jabłka

Kaszę jaglaną gotować w mieszance wody i mleka z dodatkiem szczypty soli przez kilkanaście minut pod przykryciem. Następnie ściągnąć z ognia i pozostawić na kilka minut, aby wchłonęła (prawie do końca) płyn.
Do rondelka dodać cynamon, kokos i słodzik lub miód. Dokładnie wymieszać i przelać do naczynka żaroodpornego.
Jabłko pokroić w cienkie talarki i włożyć do kaszki. Całość piec w 200 stopniach przez 25 minut.

21.01.2014

3 lata!

Dzisiaj mam małe święto :-) Barbarella skończyła 3 lata! Niewiarygodne, to już tyle czasu. Spoglądając w minione 36 miesięcy wiele się wydarzyło. I choć miałam kilka poważniejszych chwil zwątpienia, to wciąż tu jestem. Zdałam sobie sprawę, że nie mogłabym całkowicie porzucić bloga. To już pewnego rodzaju przyzwyczajenie, ale codziennie zaskakujące i inspirujące. Cieszę się, że mogę tu być, ciągle poznawać nowe osoby, dzielić się częścią mojego świata. Dziękuję, że tutaj zaglądacie, za wszystkie komentarze - po prostu, za Waszą obecność. I mam nadzieję, że nadal będziecie :-)

Przez trwające obecnie zaliczenia, nie mam kompletnie czasu, aby cokolwiek upiec. W weekend chcę to nadrobić, bo urodziny bloga zasługują na słodkie uczczenie.
Na szczęście udało mi się już zaliczyć kilka przedmiotów, zawsze to o kilka mniej ;-) Ale reszta jeszcze czeka na szczęśliwy finał.
Do napisania :-))

P.S. Zima oficjalnie przybyła!

19.01.2014

Niedzielne śniadanie: pudding chlebowy

Będę nudna, ale wciąż piszę. I chcę już to wszystko jak najszybciej skończyć, bo nie lubię tej świadomości, że ciągle mam niedokończone prace, a czas goni. Niestety, ale w właśnie mijający weekend nie napisałam tyle, ile chciałam. Matka Natura pokrzyżowała moje plany, ból brzucha to paskudna sprawa...

A pudding był znakomity! Kilka dni temu specjalnie pozostawiłam pół chałki, aby dziś zrobić takie śniadanie ;-)
Nie jest to mój pierwszy pudding chlebowy, lecz tym razem użyłam innych dodatków. W zeszłym roku zrobiłam z truskawkami i czekoladą - klik (także polecam!). To naprawdę świetny i prosty sposób na wykorzystanie zalegającego pieczywa.
Dzisiaj inspirowałam się tym przepisem.
Pudding chlebowy z malinami i kremem z białej czekolady z kokosem
|podwójna porcja|

pół chałki
2 jajka
10 łyżek mleka
2 łyżeczki miodu
trochę masła

dodatki: maliny i krem z białej czekolady z wiórkami kokosowymi

Małe naczynie żaroodporne wysmarować masłem. Chałkę pokroić na kawałki. Układać warstwowo: owoce, a na to chałkę. Polać 1/2 roztworu, który uzyskamy mieszając ze sobą jajka, mleko i miód. Ponownie nałożyć warstwę owoców i chałki (plus dodatek pomiędzy nimi, u mnie krem z białej czekolady) - ważne by na górze znajdowało się pieczywo. Polać całość resztą mieszanki.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni, wstawić pudding i piec około 25 - 30 minut.
Po wyjęciu odstawić na chwilę do lekkiego ostygnięcia.

17.01.2014

Kolejny rok z Kotem Simona

Daję znać, że żyję. Jednak walka z czasem trwa, a w przyszłym tygodniu będzie kumulacja oddawania prac zaliczeniowych. W dodatku ta okropna pogoda (przynajmniej u mnie)... wczoraj padało nieco śniegu, ale szybko zmieniło się w deszcz. Mokro, zimno, mgliście i sennie. A dzisiaj miałam pobudkę o 6 rano. Nie byłam zachwycona, ale cóż poradzić. Jednak później byłam w jeszcze gorszym humorze, bo okazało się, że wstałam na darmo. Cudownie. Teraz jestem totalnie nie wyspana. I tak bardzo nie chce mi się tego wszystkiego pisać.
O rety, może Bianka mi pomoże? ;-))

Skoro już wspomniałam o Bianeczce, to będzie coś o kotach. Niedawno kupiłam kalendarz i to już mój kolejny rok z Kotem Simona. W środku były jeszcze naklejki, taki miły dodatek.
Prawda, że uroczy? :-)
Miłego weekendu!

12.01.2014

Niedzielne śniadanie: domowa pasta jajeczna

Moja walka z pisaniem prac zaliczeniowych trwa. Najważniejsze, że mam pomysły na tematy i wiem o czym dokładnie napisać. To już 3/4 sukcesu ;-)) Ale jak pomyślę, że na głowie mam jeszcze najistotniejszego licencjata, to tracę nieco wiary, haha. Cóż, uroki kończącego się semestru. I tak, tego się spodziewałam, styczeń będzie zdecydowanie pracowitym miesiącem.

A co w weekendowe śniadanie gości na moim stole? Domowa pasta jajeczna! Nie ma lepszej (wg mnie ;-)) i jeśli jeszcze nie próbowaliście, to koniecznie zróbcie. Oczywiście, jeśli lubicie takie pasty :-)
Przepis pojawił się na blogu prawie trzy lata temu - klik. Rety, jestem tutaj już tyle czasu...
I jeszcze na koniec. Może ktoś zauważył lub nie, ale mój cykliczny wpis śniadaniowy przestałam dodawać w soboty. W grudniu całkowicie zrobiłam przerwę, jednak nie zrezygnowałam z tego cyklu. Wraz z początkiem nowego roku, śniadania powróciły, tylko zmienił się dzień. Zamiast sobotnich, będą niedzielne śniadania. Bo w końcu, weekendowe, poranne posiłki są najprzyjemniejsze.

10.01.2014

Zamieszanie

Od samego początku zamieszanie. Ledwo zaczęłam zajęcia w nowym roku, a już się cieszę, że jest piątek.
Sporo godzin spędzonych na uczelni, późne powroty do domu i w efekcie nie miałam kiedy spokojnie usiąść przed laptopem, a marzył mi się tylko sen. W tym czasie na uczelni zaczyna być gorączkowo, bo zbliża się "ulubiona" sesja. Mam całkiem sporo do pisania i od jutra muszę się zabrać do roboty, aby ze wszystkim zdążyć. Dlatego w najbliższych dniach może być krucho z moją obecnością na blogu. Ale będę się starać zaglądać tutaj i napisać coś sensownego ;-)

Dobrego weekendu!

06.01.2014

W czapeczce

Czy łatwo zrobić kotu ciekawe zdjęcie? Nie, a jeszcze trudniej z użyciem dodatków. Przynajmniej tak się ma sprawa w przypadku moim i Bianki. Często próbuję uchwycić w kadrze zabawną lub uroczą sytuację, ale wychodzi mi to z różnym skutkiem. Kocie życie jest pełne takich chwil, tylko żeby tak jeszcze dało się je idealnie sfotografować... Marzy mi się taka mała świąteczna sesja Bianeczki w mikołajowej czapce albo z kokardką. Już w minione święta miałam takie plany, jednak ostatecznie nie zaopatrzyłam się w odpowiednie rekwizyty. I podejrzewam, że współpraca z wyżej wymienioną wąsatą byłaby trudna ;-) Ale nie poddaję się! Zaczęłam od zimowej czapy, pożyczonej od misia. Zakradłam się podczas kociej drzemki, nałożyłam czapeczkę i oto jest! Może takimi małymi kroczkami uda nam się osiągnąć porozumienie w kwestiach stylizacji do zdjęć :-))

Tymczasem pora wracać do codzienności z obowiązkami.
Udanego tygodnia!

05.01.2014

Niedzielne śniadanie: Yogo Crunch

Hej! Pogoda za oknem w niczym nie przypomina zimy. A w wiadomościach widziałam, że nieźle przymroziło i zasypało w USA. Mogliby się nieco podzielić tym nadmiarem śniegu ;-) bo u siebie słyszę tylko obijający się o parapet deszcz. Cóż, może jeszcze zawita u nas prawdziwa zima.

Dziś napiszę o pysznym i sycącym musie jogurtowym z płatkami, o którym wczoraj wspomniałam.
Będąc ostatnio na zakupach, wypatrzyłam ciekawe saszetki od Mokate. Yogo Crunch przygotowuje się bardzo szybko i skutecznie zaspokoi głód. Wystarczy dodać tylko wodę i gotowe! Mus jest puszysty, w smaku idealny, nie za słodki i nie za kwaśny. Do tego chrupiący crunch z płatkami owsianymi. Wszystko szybko, prosto i niezwykle smacznie. Można się tym zajadać na pierwsze lub drugie śniadanie, jako przekąska lub na kolację. Myślę, że od czasu do czasu można pozwolić sobie na taką przekąskę :-)
Wypróbowałam na razie dwa smaki. Wczoraj było to połączenie maliny i żurawiny, a dzisiaj truskawki. Oba pyszne! A do zjedzenia są jeszcze trzy inne.
Czy ktoś z Was już to próbował?

04.01.2014

Pyszne i sycące

Mamy pierwszy weekend w nowym roku, choć nie wyczekiwałam go aż tak bardzo, bo czwartek i piątek miałam jeszcze wolne. Dopiero we wtorek wybieram się na zajęcia. Ale przede mną trochę roboty, co, nieco mnie przeraża. W końcu sesja już blisko i równie ważny licencjat. Tak więc, muszę się zmobilizować. bo inaczej będzie marnie. A przyznam, że ponad dwa tygodnie wolnego rozleniwiło mnie i trudno wrócić do rzeczywistości ;-)
A na razie umilam sobie czas bardzo smacznym musem jogurtowym z płatkami, o którym więcej napiszę jutro :-)

01.01.2014

2014!

Witajcie w 2014 roku! Sylwestrowy wieczór w towarzystwie przyjaciółki był świetny. Dużo rozmów, przekąski, oglądanie filmów, robienie zdjęć i toast. W dobrych humorach pożegnałyśmy stary i przywitałyśmy Nowy Rok.
A po tym czekają na nas nowe plany i wyzwania. Nie mam listy postanowień, ale dwie rzeczy chcę zmienić. Przede wszystkim lepsza organizacja czasu, bo to mój odwieczny problem, a wiem, że jak chcę to potrafię. Po drugie, z myślą o swoim zdrowiu - kłaść się wcześniej spać. Dzięki takim zmianom będę sobie wdzięczna ;-)

Rok temu pisałam o pewnym projekcie. Słoik dobrych wspomnień, czyli każdego dnia zapisywałam na karteczce większe lub mniejsze radości dnia i wrzucałam do szkatułki. Po upływie dwunastu miesięcy wyjęłam wszystkie kartki i poczytałam, co dobrego mnie w minionym czasie spotkało. Kto jeszcze brał udział?
Przyznam, że sumiennie spisywałam swoje wspomnienia i uzbierałam 365 karteczek :-) Miło się czyta i przypomina opisane zdarzenia. To była ciekawa akcja i może jeszcze kiedyś do niej powrócę.