06.07.2013

Dzień w Berlinie

W zeszłą sobotę odwiedziłam Berlin. Niemiecka stolica jak zawsze zatłoczona, pełna ludzi z różnych stron świata. Ostatnim razem byłam tam w grudniu 2011, bo wymyśliłyśmy sobie z przyjaciółką, że chcemy zobaczyć świąteczne jarmarki. No cóż, to był chyba pierwszy i ostatni raz o tej porze roku. Było potwornie zimno, pociąg i S-bahny nie jeździły jak powinny i masa ludzi dookoła. Jak wspominałam, tłoczno było i tym razem, ale mogę to przeboleć, bo najważniejsze, że było optymalnie ciepło. A i nawet z pociągami nie było problemów. Wniosek jeden: najlepiej jechać latem (dzień długi i przynajmniej nie będą odmrażać się ręce, a co najwyżej złapie deszcz).
Po co pojechałyśmy tym razem? Głównym celem były zakupy. Jedynie stadion olimpijski był punktem w naszej wycieczce czysto turystycznym ;-) Odhaczyłyśmy go na samym początku i później udałyśmy się do sklepów. Najpierw odnalazłyśmy Kurfürstendamm. Tylko był tam taki mały szczegół... Po przejściu wzdłuż sklepów na które najprawdopodobniej nigdy w życiu nie będzie nas stać, wstąpiłyśmy do Douglasa (który swoją drogą też wydał nam się zbyt ekskluzywny, trochę dziwnie się czułyśmy) i dałyśmy sobie spokój. Udałyśmy się do najbliższej stacji S-bahn i pojechałyśmy na Alexanderplatz. Tam krótki widok na wieżę telewizyjną i rozpoczęłyśmy wędrówki po sklepach. Witamy w centrum Alexa :D To jest tak ogromne, że dnia by nie starczyło na obejście całego. Ciuchów nie kupowałam, postawiłam na takie rzeczy jak notesy, dekoracyjne wstążki, urocze pineski, kosmetyki i trochę słodkości. Na dniach pokażę co przywiozłam.
Po całym dniu wędrówki byłam potwornie zmęczona. Nie dość, że od 4:15 na nogach, to jeszcze ciężka torebka na ramieniu i dodatkowe torby z zakupami. Czekając już na dworcu na pociąg powrotny, zaczęło padać. Od rana się chmurzyło, ale dobrze, że dopiero pod wieczór spadł deszcz.
Berlin pożegnał nas deszczowo, jednak cały dzień zaliczam do bardzo udanych. Ciekawe kiedy następna wyprawa ;-)

2 komentarze:

  1. Ach, jak mi się marzy wycieczka do Berlina! Mam nadzieję, że w te wakacje uda mi się tam w końcu dojechać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I tym razem nie zgubiłyśmy się! ;D

    OdpowiedzUsuń