Było fantastycznie! Genialne show, atmosfera, energia. Pojechałam z zamiarem świetnej zabawy i tak było. Przez cały dzień uśmiech nie schodził mi z ust i wybawiłam się w doskonałym towarzystwie nowo poznanej osoby. Gdyby nie ten koncert, pewnie nigdy byśmy się nie poznały, to było przeznaczenie :-). Zdjęć i filmików mam niewiele, ale na koncercie chodzi o zabawę i chłonięcie całym sobą każdej chwili. Zdecydowanie było warto! Tokio Hotel ma w sobie magię. Dziękuję i do następnego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koncert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koncert. Pokaż wszystkie posty
2.04.2015
13.06.2011
13 czerwca 2011
Hej! Dzień trochę zabiegany. Musiałam udać się do miasta i załatwić kilka spraw. Pogoda tak ładna, że z chęcią wyszłam i przy okazji miałam spacerek :) Ten tydzień na pewno nie będzie nudny. Codziennie coś do zrobienia.
13 czerwca to kolejna data w moim kalendarzu z którą wiążą się miłe wspomnienia. Znowu koncert ;) Drugi zagraniczny z takimi przygodami, że rodzinka do dzisiaj mi to wypomina. Ale nie żałuję, bo to co przeżyłam jest bezcenne.
13 czerwca to kolejna data w moim kalendarzu z którą wiążą się miłe wspomnienia. Znowu koncert ;) Drugi zagraniczny z takimi przygodami, że rodzinka do dzisiaj mi to wypomina. Ale nie żałuję, bo to co przeżyłam jest bezcenne.
13.06.2008 Dortmund
26.04.2011
26 kwietnia 2011
Przepiękna pogoda! Ale zanosi się na burze. Już wczoraj wieczorem i dzisiaj w nocy padało. Trochę deszczu się przyda, a jak to się mówi: po burzy zawsze wychodzi słońce :)
Święta minęły i robię sobie przerwę w pieczeniu. Teraz będę coś przyrządzać tylko na jakieś konkretne okazje, a kilka w najbliższym czasie się pojawi. Konkretnie pod koniec maja, na urodziny taty ;)
Czas zabrać się za rysowanie. Aż mi głupio, że tak to zaniedbałam. Trzeba to nadrobić.
Ołówek w dłoń i do dzieła!
Dzisiejsza data jest jedną z tych, która przywołuje miłe wspomnienia. Mój pierwszy zagraniczny koncert.
Spontaniczny i z przygodami.
Święta minęły i robię sobie przerwę w pieczeniu. Teraz będę coś przyrządzać tylko na jakieś konkretne okazje, a kilka w najbliższym czasie się pojawi. Konkretnie pod koniec maja, na urodziny taty ;)
Czas zabrać się za rysowanie. Aż mi głupio, że tak to zaniedbałam. Trzeba to nadrobić.
Ołówek w dłoń i do dzieła!
Dzisiejsza data jest jedną z tych, która przywołuje miłe wspomnienia. Mój pierwszy zagraniczny koncert.
Spontaniczny i z przygodami.
26.04.2007 Berlin
5.04.2011
5 kwietnia 2007
Mój pierwszy koncert Tokio Hotel. Piękne wspomnienia, nowe znajomości i radość ze spełnionego marzenia. Takich rzeczy się nie zapomina.
5.04.2007 Warszawa
5.04.2007 Warszawa
Półtora autografu ;)
14.03.2011
14.03.2010 - 14.03.2011
Rok! Niewiarygodne, że czas tak szybko mija. Wszystko to, co najważniejsze pamiętam. Właściwie.. nie jest mi smutno. Na myśl o tamtym dniu uśmiecham się sama do siebie i czuję radość.
Pamiętam podróż pociągiem i przesiadkę w Kutnie o 4:45 - motyw przewodni wyjazdu "Ich will um 4:45 Uhr Morgen in Kutno umsteigen". Chodzenie, błądzenie i śmianie się po zasypanej śniegiem Łodzi (ten ciągle padający śnieg był potrzebny jak dziura w moście). Pytanie się o drogę i stwierdzenie, że ulica Zielona jest mityczna. Szczęśliwe dotarcie do celu, suszenie się i zajadanie ciasteczek. Sterczenie pod hotelem i podziwianie jego architektury, zamarznięcie, powódź w butach i aerobik palców (i raz i dwa i trzy... noo, jakoś to tam szło). Chwile zwątpienia i podtrzymywanie mnie na duchu. I tutaj dialog dnia. Głodna ja na pytanie Em odpowiedziałam bardzo adekwatnie: - Ty, zobacz jaki brzydki. - Co? Frytki?
Nie jestem pewna, czy dobrze to przytoczyłam, ale mniej więcej tak było (a na obiad i tak frytki zjadła Em, a ja wzięłam tortillę). Po tej błyskotliwej wymianie zdań, Em poratowała mnie batonikiem Jeżykiem (jakie było moje zdziwienie jak niedawno odkryłam w torebce papierek po owym batoniku). Udanie się pod halę w świetnym towarzystwie, odebranie bajeranckich opasek i sympatyczni panowie, którzy je wydawali (- A jak się z tym dalej funkcjonuje? - No je się, pije, oddycha..). Czekanie pod halą i zjadanie ostatniej paczki Jeżyków z alkoholem do których miałyśmy gratisowy śnieg od Matki Natury. Koncert.
Kilka filmików, trochę zdjęć. Niezapomniane wspomnienia.
Em dziękuję Ci, że byłyśmy tam razem.
Do następnego.
Pamiętam podróż pociągiem i przesiadkę w Kutnie o 4:45 - motyw przewodni wyjazdu "Ich will um 4:45 Uhr Morgen in Kutno umsteigen". Chodzenie, błądzenie i śmianie się po zasypanej śniegiem Łodzi (ten ciągle padający śnieg był potrzebny jak dziura w moście). Pytanie się o drogę i stwierdzenie, że ulica Zielona jest mityczna. Szczęśliwe dotarcie do celu, suszenie się i zajadanie ciasteczek. Sterczenie pod hotelem i podziwianie jego architektury, zamarznięcie, powódź w butach i aerobik palców (i raz i dwa i trzy... noo, jakoś to tam szło). Chwile zwątpienia i podtrzymywanie mnie na duchu. I tutaj dialog dnia. Głodna ja na pytanie Em odpowiedziałam bardzo adekwatnie: - Ty, zobacz jaki brzydki. - Co? Frytki?
Nie jestem pewna, czy dobrze to przytoczyłam, ale mniej więcej tak było (a na obiad i tak frytki zjadła Em, a ja wzięłam tortillę). Po tej błyskotliwej wymianie zdań, Em poratowała mnie batonikiem Jeżykiem (jakie było moje zdziwienie jak niedawno odkryłam w torebce papierek po owym batoniku). Udanie się pod halę w świetnym towarzystwie, odebranie bajeranckich opasek i sympatyczni panowie, którzy je wydawali (- A jak się z tym dalej funkcjonuje? - No je się, pije, oddycha..). Czekanie pod halą i zjadanie ostatniej paczki Jeżyków z alkoholem do których miałyśmy gratisowy śnieg od Matki Natury. Koncert.
Kilka filmików, trochę zdjęć. Niezapomniane wspomnienia.
Em dziękuję Ci, że byłyśmy tam razem.
Do następnego.
14.03.2010 Łódź
Atlas Arena o 6:37
Przed hotelem
Panowie powyżej wymiatali :D
To zdjęcie, to mój faworyt. Nie wiem jak udało mi się je zrobić, ale jest genialne. Jakby ktoś się nie dopatrzył, to za tym ogniem jest Bill ;P
Jedno z nielicznych zdjęć, które naprawdę fajnie wyszło.
Temu panu dziękuję za bodajże trzykrotne oblanie wodą.
A temu panu również dziękuję za oblanie wodą nie tylko mnie, ale także mojego aparatu, który do dzisiaj dziwnie się zachowuje... Ach, i prawie jego ręcznik wylądował mi na głowie, takiego miał cela, hahaha. Za to wojownicza Em poszła w bój i kawałek zdobyła!
The Best of
Subskrybuj:
Posty (Atom)










