21.05.2017

Ciastka sezamowe. I nareszcie ciepło

Pisząc tutaj po raz ostatni miałam nadzieję na o wiele ładniejszą wiosnę. Tym bardziej wypatrywałam słońca i temperatury powyżej dziesięciu stopni, bo kwiecień zapowiadał się interesująco. Jechałam na kolejny koncert do stolicy i niestety, ale moje prośby o piękną aurę przepadły. Na koncercie świetnie się bawiłam, ale marznąć i moknąć nie chciałam. Nie sądziłam, że będę musiała ubierać płaszcz, szal i czapkę... a i rękawiczki nie byłyby głupie. Jednak najważniejszy był koncert, ludzie, atmosfera, a wszystko było niesamowite i bardzo chętnie bym powtórzyła :-).
Dobrze, że śnieg w kwietniu i maju poszedł w zapomnienie i możemy cieszyć się przepiękną pogodą. Jak tam u Was za oknami? U mnie w piątek było lato, szkoda, że jednodniowe, ale i tak nie mogę narzekać ;-).
W tym tygodniu przypadał Światowy Dzień Pieczenia i muszę się przyznać, że zwątpiłam kiedy dokładnie jest ten dzień. Najpierw natknęłam się na informację, że będzie to 17 maja, więc pomyślałam co bym mogła upiec z tej okazji i w środę przystąpiłam do działania. Następnego dnia wyczytałam, że to jednak 18 maja, a po chwili, że tak właściwie 21 maja, hahaha. Cóż, jaka by to nie była data, dla mnie każdy dzień jest dobry, aby coś pysznego wyczarować.
Przepis pochodzi z książki "Słodkie" Elizy Mórawskiej :-).
Ciasteczka sezamowe
12-18 ciasteczek

250 g mąki pszennej
50 g sezamu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 g cukru
50 g cukru trzcinowego
120 g masła
1 łyżka suszonej skórki pomarańczowej
1 jajko

Temperatura piekarnika: 180°C.
Blacha piekarnika wyłożona papierem do pieczenia.

Suche składniki (oprócz cukru) wymieszać w misce. Masło utrzeć z cukrem i skórką, dodać jajko, potem wymieszane suche składniki. Wymieszać.
Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Przy pomocy łyżki do lodów lub 2 małych łyżeczek formować z masy kulki. Układać na blasze, zachowując 5 cm odstępu między ciasteczkami.
Blachę wstawić na górny poziom nagrzanego piekarnika, po 10 minutach zmniejszyć temperaturę do 150°C (włączyć termoobieg), dopiekać jeszcze 10 minut.
Wyjąć blachę z piekarnika i ostudzić na niej ciasteczka.

31.03.2017

Mini serniczki. Wiosna!

Pora wprowadzić tutaj trochę wiosny. Za oknami już zdecydowanie ją czuć, a co za tym idzie, nabieramy większej ochoty do działania. Sernik zawsze kojarzy mi się ze świętami, szczególnie Wielkanocą (przepyszny sernik z rosą w wykonaniu mojej Mamy na stałe wpisał się w nasze świąteczne menu - tutaj przepis :-)). Tym razem mam dla Was serniczki w wersji mini. Od dawna lubię różne dania podane właśnie w takiej małej formie, jak chociażby mini omlety, czy mini pancakes, które już kiedyś pokazywałam. Te serniczki piekłam już dość dawno, zdjęcia pstryknęłam, ale przepis nigdy się nie pojawił. Jednak szkoda nie podzielić się takimi pysznościami, a okres przedświąteczny to idealna pora.
Dla fanów masła orzechowego, słodko-słonych połączeń i czekoladek Reese's ;-).

Mini serniczki Reese's

Spód
100 g krakersów
50 g masła orzechowego

Krakersy pokruszyć w malakserze lub umieścić je w mocnym woreczku i pokruszyć przy pomocy wałka/tłuczka. Dodać masło orzechowe i wymieszać/lekko zmiksować. Masa ciasteczkowa może pozostać sypka.

Formę do muffinów wyłożyć papilotkami, rozdzielić pomiędzy nie pokruszone krakersy (mniej więcej 1 pełna łyżka na 1 mini serniczek), wyrównać.

Masa serowa
500 g twarogu tłustego lub półtłustego, zmielonego trzykrotnie
2 duże jajka
140 g jasnego i miałkiego brązowego cukru
180 g masła orzechowego (gładkiego lub z kawałkami orzechów)
45 ml śmietany kremówki 30%
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej 

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
W misie miksera umieścić wszystkie składniki na masę serową i zmiksować do połączenia i gładkości. Nie miksować zbyt długo by specjalnie nie napowietrzyć masy serowej. Przygotowaną masę serową wyłożyć do papilotek, pozostawiając około 3 mm od górnej krawędzi papilotki na polewę czekoladową.
Piec w temperaturze 160°C przez około 25 - 30 minut, bez termoobiegu. Powierzchnia serniczków powinna być ścięta, może lekko wyrosnąć (podczas studzenia opadnie). Wyjąć, wystudzić, schłodzić.

Dodatkowo
orzeszki ziemne solone, do posypania
pokruszone krakersy, do posypania

Polewa czekoladowa (zastygająca)
85 g mlecznej czekolady (lub gorzkiej)
55 ml śmietany kremówki 30% lub 36%
10 g masła

W garnuszku umieścić śmietanę kremówkę i masło. Podgrzać, prawie do momentu wrzenia, zdjąć z palnika. Dodać posiekaną czekoladę, odstawić na 2 minuty, bez mieszania. Po tym czasie wymieszać do powstania gładkiego sosu czekoladowego (w razie konieczności przetrzeć przez sitko).
Ciepły sos czekoladowy rozprowadzić po wierzchu schłodzonych serniczków. Oprószyć solonymi orzeszkami i krakersami. Włożyć do lodówki do stężenia polewy.
Przechowywać w lodówce.

01.02.2017

Zimowa owsianka na powitanie lutego

Witajcie w lutym :-). Przyznam się, że trochę odzwyczaiłam się od pisania, ale jednocześnie cieszę się, że mogę znów tutaj być i dzielić się moją codziennością. Tak jak tym dzisiejszym śniadaniem. Przy okazji dziękuję Wam za miłe komentarze pod poprzednim urodzinowym wpisem. Bardzo mnie cieszy, że nadal ze mną jesteście :-).
Owsianki jadam od pewnego czasu rzadko, a wszystko przez kilka niemiłych doświadczeń. Zdaje się jednak, że uraz już mi minął i to pyszne sycące danie zagości z powrotem w moim menu ;-). Na pierwszolutowe śniadanie wybrałam wersję "wyjadania resztek masła orzechowego". Owsianka była kremowa dzięki dodatkowi śmietany kremówki, a całość zwieńczona porcją (z nowego już słoiczka :-)) masła orzechowego i kawałkami czekolady. Rozpływała się w słoiku, w którym zostało nieco masełka. Ilość nadawała się do zjedzenia łyżeczką, ale tym razem miałam fajniejszy pomysł. Przy okazji zaoszczędziłam na myciu miski ;-).
Luty choć krótki, to jest w nim kilka okazji do słodkiego świętowania. Ja chyba najbardziej czekam na Tłusty Czwartek, a Wy? Poza tym, te jedyne 28 dni przybliża nas do wiosny, której szczerze już wyczekuję. Póki co za moim oknem jeszcze trochę śniegu leży na ulicach, więc nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i rozgrzewać ciepłymi porcjami owsianki o poranku.

28.01.2017

6 urodziny bloga! Powrót

Dzień dobry! Mamy nowy, 2017 rok i prawie koniec jego pierwszego miesiąca. Wspominałam w ostatnim zeszłorocznym wpisie, że mam plany co do tego miejsca i wracam :-). Wracam z nadzieją, pomysłami i dobrym słowem. Jak możecie zauważyć Barbarella pozostała, tylko nagłówek uległ zmianie. Taka moja radosna twórczość ;-). Jak Wam się podoba?
W zeszłą sobotę była istotna data, czyli urodziny bloga :-). To już szóste! Uwierzycie? Mnie trochę trudno pojąć, że to już tyle czasu. Pamiętam moje koślawe początki, jak dopiero poznawałam tajniki obsługi bloga. Miło cofnąć się do starszych wpisów i przypomnieć sobie co działo się w moim życiu w przeciągu tych sześciu lat. A skoro okazja wyjątkowa, to i ciasto jak na urodziny przystało. Duuuża porcja czekolady, krem i polewa. Pachnące zimą i świętami, bardzo aromatyczne.

Korzenne brownie z kremem cynamonowym

180 g masła
300 g gorzkiej czekolady
1 łyżka kakao
1 łyżka przyprawy korzennej do piernika
3 duże jajka
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
220 g drobnego cukru
100 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
W garnuszku roztopić masło, zdjąć z palnika. Do gorącego dodać posiekaną gorzką czekoladę, odstawić na 2 minuty. Po tym czasie wymieszać do powstania gładkiego sosu czekoladowego.
W naczyniu lekko roztrzepać jajka rózgą kuchenną (nie ubijać). Dodać ekstrakt z wanilii, cukier, wymieszać. Dodać jeszcze ciepły sos czekoladowy, wymieszać rózgą kuchenną. Wsypać przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia, kakao i przyprawą korzenną, wymieszać tylko do połączenia sie składników.
Masę czekoladową przelać do formy o wymiarach 17 x 27 cm (u mnie 21 x 21 cm) wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia.
Piec w temperaturze 165°C przez około 25 - 35 minut. Patyczek włożony do ciasta może być mokry, ale nie może być na nim śladów surowego ciasta. Wyjąć, wystudzić.

Krem cynamonowy
350 ml śmietany kremówki 36%, schłodzonej
150 g serka mascarpone, schłodzonego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 łyżeczki cynamonu
3 łyżki cukru pudru

Wszystkie składniki umieścić w misie miksera i zmiksować do otrzymania sztywnego kremu.

Polewa czekoladowa
80 g deserowej czekolady, posiekanej
80 ml śmietany kremówki 30% lub 36%

Kremówkę przelać do małego garnuszka, podgrzać prawie do wrzenia. Zdjąć z palnika, dodać czekoladę, odstawić na 2 minuty. Po tym czasie wymieszać. Poczekać do lekkiego zgęstnienia i przestudzenia polewy.

Wykonanie
Na schłodzone brownie wyłożyć krem cynamonowy, wyrównać. Schłodzić w lodówce. Polać tężejącą polewą czekoladową. Dowolnie udekorować.
Przechowywać w lodówce. Przed podaniem wyjąć z lodówki np. 45 - 60 minut wcześniej i podawać (brownie twardnieje w lodówce na skutek dużej zawartości czekolady i masła. Zdecydowanie lepiej smakuje w temperaturze pokojowej, jednak dodatek kremu wymaga przechowywania w lodówce).
Tym wspaniałym brownie witam Was po przerwie. 6! ♥

31.12.2016

Z nadzieją na nowy rok

Dawno mnie tutaj nie było. Trochę dziwnie pisać po takiej dłuższej nieobecności, ale nie chciałam żegnać tego 2016 roku bez słowa tutaj. Nie wiem czy ktoś jeszcze zagląda do moich skromnych progów, widzę, że trochę się pozmieniało. A dlaczego mnie nie było? Tak różnie w życiu się układa, na pewne sprawy nie mamy wpływu, a ja musiałam poukładać myśli, zdarzenia. Na pewno ten kończący się rok dla mnie nie należał do najszczęśliwszych. Wszystko zaczęło się od pechowego wypadku... Aby jednak nie marudzić, to ostatnie dwanaście miesięcy przyniosły także radosne nowiny i pozytywne wydarzenia, bo przecież pewna równowaga powinna być zachowana ;-).
Oczekuję nowego roku z wielką nadzieją na lepszy czas. Również z blogiem mam pewne plany, choć kto wie, czy to nadal będzie Barbarella? ;-)

Życzymy Wam pięknego, radosnego, spełnionego, pełnego miłości 2017 Roku! Niech każdy dzień będzie pełen magii, uśmiechu i kociego mruczenia.

Basia i Bianka :-)

31.08.2016

Na koniec sierpnia i wakacji

Ponownie zjawiam się na koniec miesiąca i tak się składa, że także na zakończenie wakacji. Chociaż ja już od połowy sierpnia nie mam wolnego. Trochę się u mnie pozmieniało, drugi staż, poranne wstawanie. Niestety wczesne pobudki wciąż mi nie służą i jak jeszcze jest ciepło, a dzień długi, to nieco łatwiej się zmotywować. A co będzie jak nadejdzie jesień i wraz z nią chłody i późniejsze wschody słońca... Tego nigdy nie lubiłam, wstawania w ciemnościach, haha. Ale taka kolej rzeczy, lato się kończy i troszkę szkoda, że w tym roku było tak mało stabilnej pogody.
Mimo dynamicznej aury, co sobie pojadałam owoców, to moje ;-). I tak np. jedne z ulubionych, maliny niedawno wylądowały w drożdżówkach z białą czekoladą. Wciąż za rzadko używam drożdży i za każdym razem wyrobienie gładkiego, elastycznego ciasta to dla mnie nie lada wyzwanie. Szczęśliwie próby kończą się sukcesem i efekt końcowy jest zjadliwy ;-). Niemniej muszę więcej poćwiczyć.
Tymczasem do następnych wakacji :-).

31.07.2016

Pełnia owoców

Jak mija Wam lato? Jesteśmy na półmetku wakacji, aż trudno uwierzyć. Wciąż nie pojawiam się tutaj zbyt często, ale staram się korzystać z każdego ciepłego dnia, mimo deszczy. To świetny czas na spotkania, wycieczki małe i duże. Choć tych większych nie miałam i nie mam w planach, to mniejsze są równie ciekawe i przyjemne :-).
Na zdjęciu kwintesencja lata. Tyle cudownych owoców, a tak mało czasu na jedzenie. I kiedy zastanawiam się co z nich zrobić, najczęściej zjadam same lub dorzucam do płatków na śniadanie. Obecnie królują u mnie borówki i maliny. I tak na dzisiejsze śniadanie zgodnie z naszą tradycją były naleśniki, tym razem z masłem orzechowym i borówkami, a maliny wylądują w serniku. Dlaczego lato nie trwa dłużej... ;-).