Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

4.02.2015

Z miłości do czekolady

Urodziny Barbarelli w pełni uczczone! Nie ma nic lepszego niż ciasto czekoladowe, takie bardzo czekoladowe ;-). Od dawna mam słabość do czekolady, choć nie jem jej już tak dużo jak kiedyś. Jednak co jakiś czas nachodzi mnie ochota na dawkę dobrej czekolady i ciasto, które upiekłam spełniło swoje zadanie. Lekko ciągnące, wilgotne, dobre na zimno lub ciepło i jak zapewnia autorka, świetne z kulką lodów waniliowych. Nie spróbowałam w takim połączeniu, ale wierzę, że smakuje idealnie. Trzeba będzie upiec ponownie... Dziękuję za wszystkie życzenia i zapraszam na słodki, czekoladowy kawałek ciasta :-).
Chyba zbyt wiele razy użyłam słowo czekolada... ale przecież jest tutaj najważniejsza.
200 g gorzkiej czekolady 70%
100 g czekolady mlecznej
200 g cukru trzcinowego
200 g masła
30 g bułki tartej
5 jajek
kakao do oprószenia formy

Piekarnik nagrzać do 180°C. Tortownicę (20 - 22 cm) posmarować masłem i oprószyć kakao.
Czekoladę, cukier i masło umieścić w garnuszku ustawionym na garnku z gotującą się wodą (dno garnuszka nie powinno dotykać do wody) i roztopić, mieszając od czasu do czasu.
Jajka lekko ubić trzepaczką, następnie połączyć z czekoladą i bułką tartą.
Ciasto wlać do przygotowanej tortownicy, wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 30 minut.
Po upieczeniu uchylić drzwiczki piekarnika i pozwolić, by ciasto lekko w nim przestygło.
Przepis pochodzi z książki White Plate. Słodkie Elizy Mórawskiej. Już od dobrych kilku lat odwiedzam blog autorki i kiedy ukazała się książka, chciałam posiadać ją w swojej małej kulinarnej biblioteczce. Dopiero w zeszłym roku przed wakacjami udało mi się zakupić nowe, uzupełnione wydanie. Ładnie wydana, poręczny format, wspaniałe przepisy uzupełnione zdjęciami nie tylko słodkości, ale i krajobrazów, urokliwych miejsc, podzielone wg pór roku plus pięknie brzmiący rozdział Miłość. I to właśnie z tego ostatniego rozdziału jest ciasto czekoladowe. Idealny wypiek na Walentynki, a u mnie po prostu, z miłości do czekolady i sympatii do mojego skromnego miejsca w sieci.

31.10.2014

Ulubione w październiku

Powracanie do blogowania idzie mi opornie, ale kiedy mnie tu nie ma, obmyślam i zapisuję pomysły na wpisy. Jeden z nich, to podsumowanie miesiąca, które już kiedyś robiłam, ale tym razem będzie w nieco innej formie.
Co takiego polubiłam w październiku...
Po kilkuletniej przerwie wrócili - Tokio Hotel wydali swój czwarty album! Jestem fanką od początku, czyli to będzie już dziewięć lat i niecierpliwie czekałam na to, co zaoferuje zespół po dłuższej nieobecności. Zdecydowanie nowy materiał różni się od poprzednich albumów i na początku nie byłam do końca przekonana. Jednak po kilkukrotnym przesłuchaniu utworów zaczęłam zmieniać zdanie i obecnie jestem na tak. Co prawda nie ma niemieckojęzycznych piosenek, dzięki którym polubiłam zespół i zawsze nauczyłam się nowych słówek oraz jest sporo elektroniki za którą jakoś nigdy nie przepadałam. Mimo wszystko ich muzyka ma coś w sobie, co mnie przekonuje (na pewno jest w tym także trochę sentymentu) i chętnie włączam płytę.
Książka trafiła w moje ręce przy okazji pisania pracy licencjackiej. Oryginalnie pochodzi z 1929 roku, czyli z okresu dwudziestolecia międzywojennego w Polsce, o którym pisałam moją pracę. W książce jest mnóstwo przepisów i zasad higieny obowiązujących w kuchni. Bardzo ciekawa, a niektóre przepisy zanotowałam i możliwe, że spróbuję przygotować potrawy z tamtych lat.
To jest bardzo dobre! Taka nasza polska wersja nutella&Go!, którą czasami kupuję przy okazji wizyty w Niemczech. Miodelka jest chyba nawet lepsza, krem jest z dodatkiem miodu i smakuje mi bardziej.
Akcent jesienny w postaci kolczyków. Nie noszę zbyt wiele biżuterii, ale nie przechodzę obojętnie obok kolczyków i zawsze chętnie kupię nową parę lub dwie ;-)
Nowa książka autorki Moich Wypieków już jest w mojej kulinarnej biblioteczce. Tak jak w poprzedniej, mamy sporą dawkę przepisów znanych z bloga, ale i zupełnie nowych, nie publikowanych. Jak wskazuje tytuł, tym razem zostały podzielone na poszczególne okazje, co wg mnie jest fajnym pomysłem. Bardzo lubię korzystać z przepisów pani Doroty, wszystko jest jasno i dokładnie opisane. Do tego praktyczne porady i oczywiście przepiękne zdjęcia. Pozostaje tylko piec :-)
No i w końcu sprawiłam sobie porządny notatnik na przepisy. Zmniejszę wreszcie stos walających się kartek, a inne ulubione ciasta i ciasteczka będą w jednym miejscu.

6.03.2014

Marcowanie

Witajcie w marcu :-) Zaglądam tutaj dopiero teraz, ponieważ w ostatnich dniach cały mój czas pochłaniało pisanie. Na poważnie zabrałam się do roboty, bo nie mogę już tego odwlekać.

Wiosna coraz bliżej, nawet pogoda zdaje się z dnia na dzień lepsza. W moim pokoju pojawiły się kwiaty, gruby, zimowy szal zamieniłam na lżejszą chustę. Bianka także wyczuwa zmiany w naturze. Częściej chce wychodzić na świeże powietrze i jak zwykle jest pełna energii do zabawy. A marzec to przecież koci miesiąc ;-)
Taka oto książka trafiła w moje ręce :-) W przerwach pomiędzy pisaniem pracy będę poznawać historię Kota Bob'a. Znacie, czytaliście?

19.10.2012

Na każdą porę. Rok w przepisach

Nowa książka Sophie Dahl w mojej kulinarnej biblioteczce. Powoli, powoli powiększam swoje zbiory. Przyznam, że kupuję takie książki nie tylko dla przepisów. Lubię zdjęcia, które można oglądać godzinami i historie, które przeplatają się pomiędzy kartkami. To wszystko ma Sophie. Cudowne przepisy, wspaniałe zdjęcia i rodzinne opowieści pełne smaków. Podobnie jak "Apetyczna panna Dahl" mamy podział na cztery pory roku i w każdej propozycje na śniadania, obiady oraz kolacje, natomiast desery mają swój osobny dział. Wszystko utrzymane w zdrowym i smacznym klimacie. Dla każdego coś dobrego :-) Z pewnością dla tych, którzy polubili pannę Dahl w jej pierwszym wydaniu. A dla innych warta sprawdzenia. Moją sympatię ma od początku, dlatego nie mogłam przejść obojętnie i czerpię kolejne inspiracje na każdą porę ;-)

3.01.2012

Książki, książki...

Zajęcia na uczelni w nowym roku zaliczone. Spokojnie, bez nerwów.. jeszcze. Sesja zbliża się wielkimi krokami. Trzeba będzie zacząć się uczyć. A ja oczywiście już czytam książki, ale nie te co powinnam. Co poradzę, że pieczenie bułek jest o wiele ciekawsze niż antropologia kultury czy filozofia ;) Niestety, z kulinariów nie będę mieć egzaminu, więc muszę sięgnąć po właściwe lektury.
Dziś chciałabym wspomnieć kilka słów na temat wyżej wspomnianych książek kulinarnych. Jeszcze z dwa lata temu nie pomyślałabym, że będę kupować coś takiego. Moja kolekcja póki co jest skromna, ale mam nadzieję, że z czasem będzie coraz większa. Zawsze będę pamiętać jak się cieszyłam kiedy odebrałam moją pierwszą książkę. Może to śmieszne, ale naprawdę czułam radość trzymając ją w rękach. "Apetyczna panna Dahl" pozostanie tą najważniejszą, bo pierwszą. Oczywiście inne również mają dla mnie duże znaczenie, otrzymałam je od bliskich mi osób, a to tym bardziej miło się kojarzy :) W wolnych chwilach sięgam do którejś.. przeglądam, czytam i zaznaczam co ciekawsze przepisy.
Na to mam ochotę i niedługo wypróbuję :)

12.10.2011

Apetyczna panna Dahl

Dziś odebrałam moją pierwszą książkę kulinarną. Od jakiegoś czasu przymierzałam się do kupna, ale nie byłam do końca zdecydowana którą wziąć. Wreszcie wybrałam sobie "Forever Summer" Nigelli Lawson i byłam gotowa kupić, aż tu kilka dni temu wpadłam na pannę Sophie Dahl ;) Jakieś dwa tygodnie temu upiekłam jej chlebek bananowy i niesamowicie mnie zachwycił. Teraz cała książka przepisów znajduje się w moich rękach. Zabieram się za szczegółową lekturę, bo na razie tylko przejrzałam. Ale już upatrzyłam ciekawą jajecznicę i barszcz ;) A książka Nigelli nadal znajduje się na mojej liście życzeń :)

14.05.2011

Miś zwany Paddington

Witajcie! Przez ostatnie dwa dni blogger nam trochę szalał i już myślałam, że ostatni wpis zniknął bezpowrotnie, ale na szczęście się odnalazł. Jedynie komentarze zostały usunięte. Cóż, mam nadzieję, że już wszystko będzie w porządku.
Leniwa sobota mija mi na oglądaniu telewizji, słuchaniu muzyki i czytaniu. Właśnie, rozpoczęłam sezon czytania. Ogólnie słynęłam z tego, że nie lubiłam czytać, jak chyba większość dzieci. Bo komu się podobały te szkolne lektury ;P Jednak dziwnym przypadkiem, niedługo po skończeniu liceum, odkryłam radość i przyjemność z czytania. Głównie są to książki o miłości, ale ze mnie już jest taka beznadziejna romantyczka ;) Poza tym fantasy i kryminał też się u mnie znajdzie. Zazwyczaj wybieram to, co swoim opisem mnie zainteresuje.
Dziś sięgnęłam po Misia Paddingtona Michaela Bonda. Wiem, wiem, to dla dzieci ;P Co poradzić, że lubię takie opowieści. W każdym z nas zostaje trochę dziecka :)
Do przeczytania wciąż czeka kilka książek i pewna osoba mnie ukatrupi jak jej nie oddam jednej z nich. Kiedy to ja ją pożyczyłam... Przy okazji naszego najbliższego spotkania na pewno zwrócę ;)