A psik! Wymienię mój nos i zatoki na lepszy model. Dlaczego łapię jakieś paskudztwo akurat wtedy, kiedy mam najwięcej do roboty. Nie mam czasu chorować... Odpukać, zdarza mi się to rzadko, ale jak już coś się przyczepi, to jest to właśnie katar. Nie cierpię tego! I ciekawe jak mam pisać pracę zaliczeniową (na najbliższą środę...), kiedy z nosa cieknie jak z kranu, a rano nie chciało mi się nawet przygotować śniadania. Dobrze, że mama usmażyła naleśniki.
Najlepsze! Zjedzone z masłem orzechowym i chrupiącymi kółeczkami w czekoladzie.
Mam nadzieję, że Wasze zdrowie ma się lepiej.
Udanego tygodnia!
2.02.2014
1.02.2014
Pierwszolutowe pogaduszki
Wieczorne rozmowy przy kawie i koktajlu z najlepszymi przyjaciółkami. Tak mogę zaczynać każdy miesiąc :-)
31.01.2014
29.01.2014
Gorąca czekolada na mróz
Ostatni dzień zajęć w zimowym semestrze minął, a od jutra sesja. Na szczęście nie mam już dużo do zaliczenia, więc będzie trochę wolnego. No, teoretycznie... licencjat sam się nie napisze. Ale dam radę :-)
Od poniedziałku napadało całkiem sporo śniegu, mrozi, więc zima w pełni. Jednak widziałam w prognozach, że zbliża się ocieplenie i będzie chlapa... Co za pogoda! Takie zmiany temperatur nie wpływają pozytywnie na samopoczucie. I za to nie lubię tej pory roku, moje zatoki cierpią.
Aby osłodzić sobie te mroźne dni, wypiłam pełen kubek gorącej czekolady z waniliowymi piankami. Pyszna, gęsta czekolada i w niej rozpływające się pianki. Cudo!
Gorąca czekolada z piankami marshmallow
|jeden duży kubek| inspiracja
pełen kubek mleka
3/4 tabliczki czekolady deserowej
pół tabliczki czekolady gorzkiej
garść pianek marshmallow
Do garnuszka wlać mleko i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Gotować na małym ogniu mieszając od czasu do czasu, aż czekolada się roztopi.
Gotową gorącą czekoladę przelać do kubka i na wierzchu ułożyć pianki.
Od poniedziałku napadało całkiem sporo śniegu, mrozi, więc zima w pełni. Jednak widziałam w prognozach, że zbliża się ocieplenie i będzie chlapa... Co za pogoda! Takie zmiany temperatur nie wpływają pozytywnie na samopoczucie. I za to nie lubię tej pory roku, moje zatoki cierpią.
Aby osłodzić sobie te mroźne dni, wypiłam pełen kubek gorącej czekolady z waniliowymi piankami. Pyszna, gęsta czekolada i w niej rozpływające się pianki. Cudo!
Gorąca czekolada z piankami marshmallow
|jeden duży kubek| inspiracja
pełen kubek mleka
3/4 tabliczki czekolady deserowej
pół tabliczki czekolady gorzkiej
garść pianek marshmallow
Do garnuszka wlać mleko i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Gotować na małym ogniu mieszając od czasu do czasu, aż czekolada się roztopi.
Gotową gorącą czekoladę przelać do kubka i na wierzchu ułożyć pianki.
26.01.2014
Niedzielne śniadanie: pieczona jaglanka
Zimno! Jak jeszcze ponad miesiąc temu zastanawiałam się gdzie jest śnieg, to kilka dni temu dostałam odpowiedź. Zima zawitała, czyli śnieg, mróz i lodowisko na chodnikach. Koleżanka już się pytała czy miałam bliskie spotkanie z ziemią, haha. Bo to taka moja mała i nieprzyjemna tradycja, że każdej zimy zaliczam glebę. Tfu, tfu! odpukać, ale na szczęście, jeszcze jestem cała. Trzeba przyznać, że nieźle mrozi, a dla takiego zmarźlaka jak ja, to nie jest wymarzona pogoda. Żeby było jeszcze lepiej, to w całym mieszkaniu, właśnie mój pokój jest najzimniejszy i ciągle podkręcam kaloryfer. Nawet wyciągnęłam termofor z szafy.
Może i nie ma dwumetrowych zasp, ale nieco białego puchu napadało, a jutro podobno ma znów poprószyć. I tak mogło być na święta, lecz Matka Natura miała widocznie inne plany ;-)
Weekend jak zwykle za krótki, ale mój jest i tak o jeden dzień dłuższy. Jutro wolne, a w sumie pozostały dwa dni zajęć i oficjalnie rozpocznie się sesja. Ale jak wiecie, zaliczenia już trwają i mojego pisania końca nie widać. I chyba podświadomie zbyt mocno się denerwuję, bo schudłam ponad kilogram. Jak tak dalej pójdzie, to do końca studiów i obrony licencjata, stracę kilka kilo. Co prawda chcę co nieco zrzucić, ale wolałabym zdrowszy sposób. Ostatnio moje odżywianie się woła o pomstę i czas się ogarnąć.
Zaczęłam od rozgrzewającego i zdrowego śniadania. Wiem, że miałam upiec coś z okazji urodzin bloga, ale to musi jeszcze chwilę zaczekać. A skoro wspominam o urodzinach, to bardzo Wam dziękuję za życzenia pod poprzednim wpisem :-))
Zimowy poranek z kaszą jaglaną w wersji pieczonej z dodatkiem wiórków kokosowych, cynamonu i jabłka. Brzmi idealnie, prawda? :-) Pierwszy raz jadłam jaglankę w takiej wersji i na pewno nie ostatni.
inspiracja - klik
Pieczona jaglanka z kokosem i jabłkiem
|jedna mała porcja|
40 g kaszy jaglanej
150 ml wody
100 ml mleka
szczypta soli
3 łyżeczki stewii/miodu
1 łyżka wiórków kokosowych
1/3 łyżeczki cynamonu
1/2 średniego jabłka
Kaszę jaglaną gotować w mieszance wody i mleka z dodatkiem szczypty soli przez kilkanaście minut pod przykryciem. Następnie ściągnąć z ognia i pozostawić na kilka minut, aby wchłonęła (prawie do końca) płyn.
Do rondelka dodać cynamon, kokos i słodzik lub miód. Dokładnie wymieszać i przelać do naczynka żaroodpornego.
Jabłko pokroić w cienkie talarki i włożyć do kaszki. Całość piec w 200 stopniach przez 25 minut.
Może i nie ma dwumetrowych zasp, ale nieco białego puchu napadało, a jutro podobno ma znów poprószyć. I tak mogło być na święta, lecz Matka Natura miała widocznie inne plany ;-)
Weekend jak zwykle za krótki, ale mój jest i tak o jeden dzień dłuższy. Jutro wolne, a w sumie pozostały dwa dni zajęć i oficjalnie rozpocznie się sesja. Ale jak wiecie, zaliczenia już trwają i mojego pisania końca nie widać. I chyba podświadomie zbyt mocno się denerwuję, bo schudłam ponad kilogram. Jak tak dalej pójdzie, to do końca studiów i obrony licencjata, stracę kilka kilo. Co prawda chcę co nieco zrzucić, ale wolałabym zdrowszy sposób. Ostatnio moje odżywianie się woła o pomstę i czas się ogarnąć.
Zaczęłam od rozgrzewającego i zdrowego śniadania. Wiem, że miałam upiec coś z okazji urodzin bloga, ale to musi jeszcze chwilę zaczekać. A skoro wspominam o urodzinach, to bardzo Wam dziękuję za życzenia pod poprzednim wpisem :-))
Zimowy poranek z kaszą jaglaną w wersji pieczonej z dodatkiem wiórków kokosowych, cynamonu i jabłka. Brzmi idealnie, prawda? :-) Pierwszy raz jadłam jaglankę w takiej wersji i na pewno nie ostatni.
inspiracja - klik
Pieczona jaglanka z kokosem i jabłkiem
|jedna mała porcja|
40 g kaszy jaglanej
150 ml wody
100 ml mleka
szczypta soli
3 łyżeczki stewii/miodu
1 łyżka wiórków kokosowych
1/3 łyżeczki cynamonu
1/2 średniego jabłka
Kaszę jaglaną gotować w mieszance wody i mleka z dodatkiem szczypty soli przez kilkanaście minut pod przykryciem. Następnie ściągnąć z ognia i pozostawić na kilka minut, aby wchłonęła (prawie do końca) płyn.
Do rondelka dodać cynamon, kokos i słodzik lub miód. Dokładnie wymieszać i przelać do naczynka żaroodpornego.
Jabłko pokroić w cienkie talarki i włożyć do kaszki. Całość piec w 200 stopniach przez 25 minut.
21.01.2014
3 lata!
Dzisiaj mam małe święto :-) Barbarella skończyła 3 lata! Niewiarygodne, to już tyle czasu. Spoglądając w minione 36 miesięcy wiele się wydarzyło. I choć miałam kilka poważniejszych chwil zwątpienia, to wciąż tu jestem. Zdałam sobie sprawę, że nie mogłabym całkowicie porzucić bloga. To już pewnego rodzaju przyzwyczajenie, ale codziennie zaskakujące i inspirujące. Cieszę się, że mogę tu być, ciągle poznawać nowe osoby, dzielić się częścią mojego świata. Dziękuję, że tutaj zaglądacie, za wszystkie komentarze - po prostu, za Waszą obecność. I mam nadzieję, że nadal będziecie :-)
Przez trwające obecnie zaliczenia, nie mam kompletnie czasu, aby cokolwiek upiec. W weekend chcę to nadrobić, bo urodziny bloga zasługują na słodkie uczczenie.
Na szczęście udało mi się już zaliczyć kilka przedmiotów, zawsze to o kilka mniej ;-) Ale reszta jeszcze czeka na szczęśliwy finał.
Do napisania :-))
P.S. Zima oficjalnie przybyła!
Przez trwające obecnie zaliczenia, nie mam kompletnie czasu, aby cokolwiek upiec. W weekend chcę to nadrobić, bo urodziny bloga zasługują na słodkie uczczenie.
Na szczęście udało mi się już zaliczyć kilka przedmiotów, zawsze to o kilka mniej ;-) Ale reszta jeszcze czeka na szczęśliwy finał.
Do napisania :-))
P.S. Zima oficjalnie przybyła!
19.01.2014
Niedzielne śniadanie: pudding chlebowy
Będę nudna, ale wciąż piszę. I chcę już to wszystko jak najszybciej skończyć, bo nie lubię tej świadomości, że ciągle mam niedokończone prace, a czas goni. Niestety, ale w właśnie mijający weekend nie napisałam tyle, ile chciałam. Matka Natura pokrzyżowała moje plany, ból brzucha to paskudna sprawa...
A pudding był znakomity! Kilka dni temu specjalnie pozostawiłam pół chałki, aby dziś zrobić takie śniadanie ;-)
Nie jest to mój pierwszy pudding chlebowy, lecz tym razem użyłam innych dodatków. W zeszłym roku zrobiłam z truskawkami i czekoladą - klik (także polecam!). To naprawdę świetny i prosty sposób na wykorzystanie zalegającego pieczywa.
Dzisiaj inspirowałam się tym przepisem.
Pudding chlebowy z malinami i kremem z białej czekolady z kokosem
|podwójna porcja|
pół chałki
2 jajka
10 łyżek mleka
2 łyżeczki miodu
trochę masła
dodatki: maliny i krem z białej czekolady z wiórkami kokosowymi
Małe naczynie żaroodporne wysmarować masłem. Chałkę pokroić na kawałki. Układać warstwowo: owoce, a na to chałkę. Polać 1/2 roztworu, który uzyskamy mieszając ze sobą jajka, mleko i miód. Ponownie nałożyć warstwę owoców i chałki (plus dodatek pomiędzy nimi, u mnie krem z białej czekolady) - ważne by na górze znajdowało się pieczywo. Polać całość resztą mieszanki.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni, wstawić pudding i piec około 25 - 30 minut.
Po wyjęciu odstawić na chwilę do lekkiego ostygnięcia.
A pudding był znakomity! Kilka dni temu specjalnie pozostawiłam pół chałki, aby dziś zrobić takie śniadanie ;-)
Nie jest to mój pierwszy pudding chlebowy, lecz tym razem użyłam innych dodatków. W zeszłym roku zrobiłam z truskawkami i czekoladą - klik (także polecam!). To naprawdę świetny i prosty sposób na wykorzystanie zalegającego pieczywa.
Dzisiaj inspirowałam się tym przepisem.
Pudding chlebowy z malinami i kremem z białej czekolady z kokosem
|podwójna porcja|
pół chałki
2 jajka
10 łyżek mleka
2 łyżeczki miodu
trochę masła
dodatki: maliny i krem z białej czekolady z wiórkami kokosowymi
Małe naczynie żaroodporne wysmarować masłem. Chałkę pokroić na kawałki. Układać warstwowo: owoce, a na to chałkę. Polać 1/2 roztworu, który uzyskamy mieszając ze sobą jajka, mleko i miód. Ponownie nałożyć warstwę owoców i chałki (plus dodatek pomiędzy nimi, u mnie krem z białej czekolady) - ważne by na górze znajdowało się pieczywo. Polać całość resztą mieszanki.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni, wstawić pudding i piec około 25 - 30 minut.
Po wyjęciu odstawić na chwilę do lekkiego ostygnięcia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

