20.07.2013

Sobotnie śniadanie: jagodowo

Po ostatnim zamieszaniu spowodowanym nagłą i idiotyczną zmianą adresu bloga, już prawie uporządkowałam to, co namieszałam. Matulu, nie wiem po co to zrobiłam. Szkoda, że nie siedział nikt obok i nie trzepnął mnie porządnie w łeb zanim kliknęłam co nie trzeba... Trudno, co się stało, to się nie odstanie.

Tak, jak kilka dni wcześniej pisałam, wprowadziłam cotygodniowy sobotni wpis ze śniadaniem.
Dziś bez przepisu, bo naleśniki są zrobione najprościej i klasycznie. Ciekawsze jest wnętrze. Posmarowałam masłem orzechowym i dodałam garść jagód wprost z lasu ;-) No, przecież mamy sezon jagodowy!

18.07.2013

Pomyłka...

Zmiana adresu bloga była chwilowa. Niestety, narobiłam sobie przez to bałaganu... Nie mam pojęcia co mnie podkusiło do zmieniania (siedzenie po nocach ma zły wpływ), ale za dużo miałam z tym problemów i powróciłam do tego co było.
Wybaczcie to zamieszanie.

16.07.2013

Z grecką nutą, zmiany

Chciałam bywać tu częściej, więcej czasu spędzać w kuchni, bardziej inspirować. Odkąd rozpoczęłam wakacje, tylko na początku miałam tyle entuzjazmu. Z dnia na dzień mój zapał był coraz mniejszy aż w końcu zwątpiłam. Być tutaj nadal czy porzucić Barbarellę... Gdzieś tam głęboko wciąż tkwią te wątpliwości, ale postanowiłam, że zostanę. Zdecydowałam się na zmiany i zaczęłam od nowego nagłówka i innego szablonu. Pomyślałam, że ciekawe będzie wprowadzenie cotygodniowych wpisów: sobotnie śniadanie i niedzielne podsumowanie tygodnia, w którym czasami również pojawi się przepis na jakiś deser. A w pozostałe dni będzie o wszystkim innym i zależnie od tego co akurat będzie się u mnie działo. Przepisy też mogą się pojawić, ale postaram się w większej ilości pokazywać coś innego. Na przykład moje rysunki, bo już od dawna nic nie rysowałam i uważam, że czas do tego powrócić.
Mam nadzieję, że spodoba Wam się odświeżona Barbarella :-)

Śniadanie z grecką nutą. Niedawno w Lidlu był grecki tydzień i zachęcona ofertą zakupiłam pastę sezamową Tahini oraz niebiańsko pyszną Baklavę. Pasta sezamowa jest z dodatkiem kakao, cudo! Już od jakiegoś czasu chciałam tego cuda spróbować i nareszcie nadarzyła się okazja. Ten zapach i smak... chałwa w wersji do smarowania! A chałwę bardzo lubię (tylko rzadko jadam z wiadomych względów ;-)).
Pastą posmarowałam naleśniki i zrobiłam naleśnikowe zawijaski, które podałam z truskawkami.

12.07.2013

Banany plus truskawki

Witajcie :-) Niedawno wróciłam ze spaceru z przyjaciółką. Wyglądając z rana przez okno sądziłam, że jest chłodniej, a tu niespodzianka. Momentami powieje mocniejszy wiatr, ale poza tym 22 stopnie i słońce sprawiają, że jest przyjemnie.
Wakacje trwają w najlepsze, a u mnie nie dzieje się nic szczególnego. Chciałabym się gdzieś wybrać... Jednak w tym roku to raczej niemożliwe. Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak zrobić generalne porządki w pokoju, upiec trochę słodkości i w końcu zacząć pisać coś konkretnego odnośnie mojej pracy licencjackiej. Ostatnia czynność najmniej mi się podoba, ale wiem, że trzeba się za to zabrać. Im wcześniej tym lepiej, a wakacje to idealny czas.

Na początku tygodnia zapowiedziałam przepis na chlebek bananowy. Piekłam go dwa tygodnie temu w dość szybkim tempie. Był już wieczór, a następnego dnia czekała mnie bardzo wczesna pobudka i miałam jeszcze kilka innych rzeczy do zrobienia. Mimo goniącego czasu udał się bezbłędnie i dwa kawałki pojechały ze mną na wycieczkę do Berlina ;-)
Co w nim ukryłam? Jedne z najlepszych owoców lata, czyli truskawki :-) Banany i truskawki to zgrany duet dający niezwykle wilgotny i bardzo apetyczny chlebek. Inspiracja z bloga blue spoon.
Chlebek bananowy z truskawkami

3 jajka
2 dojrzałe banany
1,5 szklanki truskawek
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki oleju (lub rozpuszczonego masła)
1/2 szklanki jogurtu greckiego (użyłam naturalnego)
2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Truskawki umyć, pozbyć się szypułek i pokroić na małe kawałki.
Jajka ubić z cukrem na puszystą masę. Dolewać olej, a następnie jogurt - cały czas miksując. Na końcu dodać banany rozgniecione na papkę i delikatnie połączyć je z masą. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i szczyptą soli. Dodawać stopniowo tę suchą mieszankę do masy i miksować. Na końcu dodać truskawki i delikatnie wymieszać masę (szpatułką, nie mikserem).
Piec w keksówce około 60 minut w temperaturze 175 stopni.
Udanego weekendu!

10.07.2013

Parapetowe grzanie

Parapet. Cóż za wspaniałe miejsce dla kota! Czy to w kuchni czy to w moim pokoju. Jak świeci słońce, to hop na górę i Bianka grzeje się w najlepsze. A podczas tych kąpieli słonecznych wygląda przez okno patrząc co ciekawego na zewnątrz, czyści się i na koniec ucina sobie drzemkę. I wszystko byłoby wspaniale gdyby nie ta natrętna pańcia, która ze swoim aparatem wszędzie zagląda. Ostatnie zdjęcie mówi samo za siebie ;-)
Lato w pełni, więc przed nami mnóstwo godzin parapetowego grzania.

8.07.2013

6.07.2013

Dzień w Berlinie

W zeszłą sobotę odwiedziłam Berlin. Niemiecka stolica jak zawsze zatłoczona, pełna ludzi z różnych stron świata. Ostatnim razem byłam tam w grudniu 2011, bo wymyśliłyśmy sobie z przyjaciółką, że chcemy zobaczyć świąteczne jarmarki. No cóż, to był chyba pierwszy i ostatni raz o tej porze roku. Było potwornie zimno, pociąg i S-bahny nie jeździły jak powinny i masa ludzi dookoła. Jak wspominałam, tłoczno było i tym razem, ale mogę to przeboleć, bo najważniejsze, że było optymalnie ciepło. A i nawet z pociągami nie było problemów. Wniosek jeden: najlepiej jechać latem (dzień długi i przynajmniej nie będą odmrażać się ręce, a co najwyżej złapie deszcz).
Po co pojechałyśmy tym razem? Głównym celem były zakupy. Jedynie stadion olimpijski był punktem w naszej wycieczce czysto turystycznym ;-) Odhaczyłyśmy go na samym początku i później udałyśmy się do sklepów. Najpierw odnalazłyśmy Kurfürstendamm. Tylko był tam taki mały szczegół... Po przejściu wzdłuż sklepów na które najprawdopodobniej nigdy w życiu nie będzie nas stać, wstąpiłyśmy do Douglasa (który swoją drogą też wydał nam się zbyt ekskluzywny, trochę dziwnie się czułyśmy) i dałyśmy sobie spokój. Udałyśmy się do najbliższej stacji S-bahn i pojechałyśmy na Alexanderplatz. Tam krótki widok na wieżę telewizyjną i rozpoczęłyśmy wędrówki po sklepach. Witamy w centrum Alexa :D To jest tak ogromne, że dnia by nie starczyło na obejście całego. Ciuchów nie kupowałam, postawiłam na takie rzeczy jak notesy, dekoracyjne wstążki, urocze pineski, kosmetyki i trochę słodkości. Na dniach pokażę co przywiozłam.
Po całym dniu wędrówki byłam potwornie zmęczona. Nie dość, że od 4:15 na nogach, to jeszcze ciężka torebka na ramieniu i dodatkowe torby z zakupami. Czekając już na dworcu na pociąg powrotny, zaczęło padać. Od rana się chmurzyło, ale dobrze, że dopiero pod wieczór spadł deszcz.
Berlin pożegnał nas deszczowo, jednak cały dzień zaliczam do bardzo udanych. Ciekawe kiedy następna wyprawa ;-)