31.01.2014
29.01.2014
Gorąca czekolada na mróz
Ostatni dzień zajęć w zimowym semestrze minął, a od jutra sesja. Na szczęście nie mam już dużo do zaliczenia, więc będzie trochę wolnego. No, teoretycznie... licencjat sam się nie napisze. Ale dam radę :-)
Od poniedziałku napadało całkiem sporo śniegu, mrozi, więc zima w pełni. Jednak widziałam w prognozach, że zbliża się ocieplenie i będzie chlapa... Co za pogoda! Takie zmiany temperatur nie wpływają pozytywnie na samopoczucie. I za to nie lubię tej pory roku, moje zatoki cierpią.
Aby osłodzić sobie te mroźne dni, wypiłam pełen kubek gorącej czekolady z waniliowymi piankami. Pyszna, gęsta czekolada i w niej rozpływające się pianki. Cudo!
Gorąca czekolada z piankami marshmallow
|jeden duży kubek| inspiracja
pełen kubek mleka
3/4 tabliczki czekolady deserowej
pół tabliczki czekolady gorzkiej
garść pianek marshmallow
Do garnuszka wlać mleko i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Gotować na małym ogniu mieszając od czasu do czasu, aż czekolada się roztopi.
Gotową gorącą czekoladę przelać do kubka i na wierzchu ułożyć pianki.
Od poniedziałku napadało całkiem sporo śniegu, mrozi, więc zima w pełni. Jednak widziałam w prognozach, że zbliża się ocieplenie i będzie chlapa... Co za pogoda! Takie zmiany temperatur nie wpływają pozytywnie na samopoczucie. I za to nie lubię tej pory roku, moje zatoki cierpią.
Aby osłodzić sobie te mroźne dni, wypiłam pełen kubek gorącej czekolady z waniliowymi piankami. Pyszna, gęsta czekolada i w niej rozpływające się pianki. Cudo!
Gorąca czekolada z piankami marshmallow
|jeden duży kubek| inspiracja
pełen kubek mleka
3/4 tabliczki czekolady deserowej
pół tabliczki czekolady gorzkiej
garść pianek marshmallow
Do garnuszka wlać mleko i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Gotować na małym ogniu mieszając od czasu do czasu, aż czekolada się roztopi.
Gotową gorącą czekoladę przelać do kubka i na wierzchu ułożyć pianki.
26.01.2014
Niedzielne śniadanie: pieczona jaglanka
Zimno! Jak jeszcze ponad miesiąc temu zastanawiałam się gdzie jest śnieg, to kilka dni temu dostałam odpowiedź. Zima zawitała, czyli śnieg, mróz i lodowisko na chodnikach. Koleżanka już się pytała czy miałam bliskie spotkanie z ziemią, haha. Bo to taka moja mała i nieprzyjemna tradycja, że każdej zimy zaliczam glebę. Tfu, tfu! odpukać, ale na szczęście, jeszcze jestem cała. Trzeba przyznać, że nieźle mrozi, a dla takiego zmarźlaka jak ja, to nie jest wymarzona pogoda. Żeby było jeszcze lepiej, to w całym mieszkaniu, właśnie mój pokój jest najzimniejszy i ciągle podkręcam kaloryfer. Nawet wyciągnęłam termofor z szafy.
Może i nie ma dwumetrowych zasp, ale nieco białego puchu napadało, a jutro podobno ma znów poprószyć. I tak mogło być na święta, lecz Matka Natura miała widocznie inne plany ;-)
Weekend jak zwykle za krótki, ale mój jest i tak o jeden dzień dłuższy. Jutro wolne, a w sumie pozostały dwa dni zajęć i oficjalnie rozpocznie się sesja. Ale jak wiecie, zaliczenia już trwają i mojego pisania końca nie widać. I chyba podświadomie zbyt mocno się denerwuję, bo schudłam ponad kilogram. Jak tak dalej pójdzie, to do końca studiów i obrony licencjata, stracę kilka kilo. Co prawda chcę co nieco zrzucić, ale wolałabym zdrowszy sposób. Ostatnio moje odżywianie się woła o pomstę i czas się ogarnąć.
Zaczęłam od rozgrzewającego i zdrowego śniadania. Wiem, że miałam upiec coś z okazji urodzin bloga, ale to musi jeszcze chwilę zaczekać. A skoro wspominam o urodzinach, to bardzo Wam dziękuję za życzenia pod poprzednim wpisem :-))
Zimowy poranek z kaszą jaglaną w wersji pieczonej z dodatkiem wiórków kokosowych, cynamonu i jabłka. Brzmi idealnie, prawda? :-) Pierwszy raz jadłam jaglankę w takiej wersji i na pewno nie ostatni.
inspiracja - klik
Pieczona jaglanka z kokosem i jabłkiem
|jedna mała porcja|
40 g kaszy jaglanej
150 ml wody
100 ml mleka
szczypta soli
3 łyżeczki stewii/miodu
1 łyżka wiórków kokosowych
1/3 łyżeczki cynamonu
1/2 średniego jabłka
Kaszę jaglaną gotować w mieszance wody i mleka z dodatkiem szczypty soli przez kilkanaście minut pod przykryciem. Następnie ściągnąć z ognia i pozostawić na kilka minut, aby wchłonęła (prawie do końca) płyn.
Do rondelka dodać cynamon, kokos i słodzik lub miód. Dokładnie wymieszać i przelać do naczynka żaroodpornego.
Jabłko pokroić w cienkie talarki i włożyć do kaszki. Całość piec w 200 stopniach przez 25 minut.
Może i nie ma dwumetrowych zasp, ale nieco białego puchu napadało, a jutro podobno ma znów poprószyć. I tak mogło być na święta, lecz Matka Natura miała widocznie inne plany ;-)
Weekend jak zwykle za krótki, ale mój jest i tak o jeden dzień dłuższy. Jutro wolne, a w sumie pozostały dwa dni zajęć i oficjalnie rozpocznie się sesja. Ale jak wiecie, zaliczenia już trwają i mojego pisania końca nie widać. I chyba podświadomie zbyt mocno się denerwuję, bo schudłam ponad kilogram. Jak tak dalej pójdzie, to do końca studiów i obrony licencjata, stracę kilka kilo. Co prawda chcę co nieco zrzucić, ale wolałabym zdrowszy sposób. Ostatnio moje odżywianie się woła o pomstę i czas się ogarnąć.
Zaczęłam od rozgrzewającego i zdrowego śniadania. Wiem, że miałam upiec coś z okazji urodzin bloga, ale to musi jeszcze chwilę zaczekać. A skoro wspominam o urodzinach, to bardzo Wam dziękuję za życzenia pod poprzednim wpisem :-))
Zimowy poranek z kaszą jaglaną w wersji pieczonej z dodatkiem wiórków kokosowych, cynamonu i jabłka. Brzmi idealnie, prawda? :-) Pierwszy raz jadłam jaglankę w takiej wersji i na pewno nie ostatni.
inspiracja - klik
Pieczona jaglanka z kokosem i jabłkiem
|jedna mała porcja|
40 g kaszy jaglanej
150 ml wody
100 ml mleka
szczypta soli
3 łyżeczki stewii/miodu
1 łyżka wiórków kokosowych
1/3 łyżeczki cynamonu
1/2 średniego jabłka
Kaszę jaglaną gotować w mieszance wody i mleka z dodatkiem szczypty soli przez kilkanaście minut pod przykryciem. Następnie ściągnąć z ognia i pozostawić na kilka minut, aby wchłonęła (prawie do końca) płyn.
Do rondelka dodać cynamon, kokos i słodzik lub miód. Dokładnie wymieszać i przelać do naczynka żaroodpornego.
Jabłko pokroić w cienkie talarki i włożyć do kaszki. Całość piec w 200 stopniach przez 25 minut.
21.01.2014
3 lata!
Dzisiaj mam małe święto :-) Barbarella skończyła 3 lata! Niewiarygodne, to już tyle czasu. Spoglądając w minione 36 miesięcy wiele się wydarzyło. I choć miałam kilka poważniejszych chwil zwątpienia, to wciąż tu jestem. Zdałam sobie sprawę, że nie mogłabym całkowicie porzucić bloga. To już pewnego rodzaju przyzwyczajenie, ale codziennie zaskakujące i inspirujące. Cieszę się, że mogę tu być, ciągle poznawać nowe osoby, dzielić się częścią mojego świata. Dziękuję, że tutaj zaglądacie, za wszystkie komentarze - po prostu, za Waszą obecność. I mam nadzieję, że nadal będziecie :-)
Przez trwające obecnie zaliczenia, nie mam kompletnie czasu, aby cokolwiek upiec. W weekend chcę to nadrobić, bo urodziny bloga zasługują na słodkie uczczenie.
Na szczęście udało mi się już zaliczyć kilka przedmiotów, zawsze to o kilka mniej ;-) Ale reszta jeszcze czeka na szczęśliwy finał.
Do napisania :-))
P.S. Zima oficjalnie przybyła!
Przez trwające obecnie zaliczenia, nie mam kompletnie czasu, aby cokolwiek upiec. W weekend chcę to nadrobić, bo urodziny bloga zasługują na słodkie uczczenie.
Na szczęście udało mi się już zaliczyć kilka przedmiotów, zawsze to o kilka mniej ;-) Ale reszta jeszcze czeka na szczęśliwy finał.
Do napisania :-))
P.S. Zima oficjalnie przybyła!
19.01.2014
Niedzielne śniadanie: pudding chlebowy
Będę nudna, ale wciąż piszę. I chcę już to wszystko jak najszybciej skończyć, bo nie lubię tej świadomości, że ciągle mam niedokończone prace, a czas goni. Niestety, ale w właśnie mijający weekend nie napisałam tyle, ile chciałam. Matka Natura pokrzyżowała moje plany, ból brzucha to paskudna sprawa...
A pudding był znakomity! Kilka dni temu specjalnie pozostawiłam pół chałki, aby dziś zrobić takie śniadanie ;-)
Nie jest to mój pierwszy pudding chlebowy, lecz tym razem użyłam innych dodatków. W zeszłym roku zrobiłam z truskawkami i czekoladą - klik (także polecam!). To naprawdę świetny i prosty sposób na wykorzystanie zalegającego pieczywa.
Dzisiaj inspirowałam się tym przepisem.
Pudding chlebowy z malinami i kremem z białej czekolady z kokosem
|podwójna porcja|
pół chałki
2 jajka
10 łyżek mleka
2 łyżeczki miodu
trochę masła
dodatki: maliny i krem z białej czekolady z wiórkami kokosowymi
Małe naczynie żaroodporne wysmarować masłem. Chałkę pokroić na kawałki. Układać warstwowo: owoce, a na to chałkę. Polać 1/2 roztworu, który uzyskamy mieszając ze sobą jajka, mleko i miód. Ponownie nałożyć warstwę owoców i chałki (plus dodatek pomiędzy nimi, u mnie krem z białej czekolady) - ważne by na górze znajdowało się pieczywo. Polać całość resztą mieszanki.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni, wstawić pudding i piec około 25 - 30 minut.
Po wyjęciu odstawić na chwilę do lekkiego ostygnięcia.
A pudding był znakomity! Kilka dni temu specjalnie pozostawiłam pół chałki, aby dziś zrobić takie śniadanie ;-)
Nie jest to mój pierwszy pudding chlebowy, lecz tym razem użyłam innych dodatków. W zeszłym roku zrobiłam z truskawkami i czekoladą - klik (także polecam!). To naprawdę świetny i prosty sposób na wykorzystanie zalegającego pieczywa.
Dzisiaj inspirowałam się tym przepisem.
Pudding chlebowy z malinami i kremem z białej czekolady z kokosem
|podwójna porcja|
pół chałki
2 jajka
10 łyżek mleka
2 łyżeczki miodu
trochę masła
dodatki: maliny i krem z białej czekolady z wiórkami kokosowymi
Małe naczynie żaroodporne wysmarować masłem. Chałkę pokroić na kawałki. Układać warstwowo: owoce, a na to chałkę. Polać 1/2 roztworu, który uzyskamy mieszając ze sobą jajka, mleko i miód. Ponownie nałożyć warstwę owoców i chałki (plus dodatek pomiędzy nimi, u mnie krem z białej czekolady) - ważne by na górze znajdowało się pieczywo. Polać całość resztą mieszanki.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni, wstawić pudding i piec około 25 - 30 minut.
Po wyjęciu odstawić na chwilę do lekkiego ostygnięcia.
17.01.2014
Kolejny rok z Kotem Simona
Daję znać, że żyję. Jednak walka z czasem trwa, a w przyszłym tygodniu będzie kumulacja oddawania prac zaliczeniowych. W dodatku ta okropna pogoda (przynajmniej u mnie)... wczoraj padało nieco śniegu, ale szybko zmieniło się w deszcz. Mokro, zimno, mgliście i sennie. A dzisiaj miałam pobudkę o 6 rano. Nie byłam zachwycona, ale cóż poradzić. Jednak później byłam w jeszcze gorszym humorze, bo okazało się, że wstałam na darmo. Cudownie. Teraz jestem totalnie nie wyspana. I tak bardzo nie chce mi się tego wszystkiego pisać.
O rety, może Bianka mi pomoże? ;-))
Skoro już wspomniałam o Bianeczce, to będzie coś o kotach. Niedawno kupiłam kalendarz i to już mój kolejny rok z Kotem Simona. W środku były jeszcze naklejki, taki miły dodatek.
Prawda, że uroczy? :-)
Miłego weekendu!
O rety, może Bianka mi pomoże? ;-))
Skoro już wspomniałam o Bianeczce, to będzie coś o kotach. Niedawno kupiłam kalendarz i to już mój kolejny rok z Kotem Simona. W środku były jeszcze naklejki, taki miły dodatek.
Prawda, że uroczy? :-)
Miłego weekendu!
12.01.2014
Niedzielne śniadanie: domowa pasta jajeczna
Moja walka z pisaniem prac zaliczeniowych trwa. Najważniejsze, że mam pomysły na tematy i wiem o czym dokładnie napisać. To już 3/4 sukcesu ;-)) Ale jak pomyślę, że na głowie mam jeszcze najistotniejszego licencjata, to tracę nieco wiary, haha. Cóż, uroki kończącego się semestru. I tak, tego się spodziewałam, styczeń będzie zdecydowanie pracowitym miesiącem.
A co w weekendowe śniadanie gości na moim stole? Domowa pasta jajeczna! Nie ma lepszej (wg mnie ;-)) i jeśli jeszcze nie próbowaliście, to koniecznie zróbcie. Oczywiście, jeśli lubicie takie pasty :-)
Przepis pojawił się na blogu prawie trzy lata temu - klik. Rety, jestem tutaj już tyle czasu...
I jeszcze na koniec. Może ktoś zauważył lub nie, ale mój cykliczny wpis śniadaniowy przestałam dodawać w soboty. W grudniu całkowicie zrobiłam przerwę, jednak nie zrezygnowałam z tego cyklu. Wraz z początkiem nowego roku, śniadania powróciły, tylko zmienił się dzień. Zamiast sobotnich, będą niedzielne śniadania. Bo w końcu, weekendowe, poranne posiłki są najprzyjemniejsze.
A co w weekendowe śniadanie gości na moim stole? Domowa pasta jajeczna! Nie ma lepszej (wg mnie ;-)) i jeśli jeszcze nie próbowaliście, to koniecznie zróbcie. Oczywiście, jeśli lubicie takie pasty :-)
Przepis pojawił się na blogu prawie trzy lata temu - klik. Rety, jestem tutaj już tyle czasu...
I jeszcze na koniec. Może ktoś zauważył lub nie, ale mój cykliczny wpis śniadaniowy przestałam dodawać w soboty. W grudniu całkowicie zrobiłam przerwę, jednak nie zrezygnowałam z tego cyklu. Wraz z początkiem nowego roku, śniadania powróciły, tylko zmienił się dzień. Zamiast sobotnich, będą niedzielne śniadania. Bo w końcu, weekendowe, poranne posiłki są najprzyjemniejsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

