29.09.2012

Rotterdam/Utrecht/Delft

Trochę Was jeszcze pomęczę zdjęciami z Holandii. Tym razem kilkanaście obrazów z naszych krótkich wycieczek do Rotterdamu, Utrechtu i Delft. Równie piękne miasta jak Gouda. Wszędzie urokliwe kanały i mostki, uliczki, domy. Cudownie było pospacerować i to wszystko zobaczyć.

28.09.2012

Weekend

Pierwszy weekend od kilku miesięcy na który czekałam. Dobra, nie przepracowałam się, ale jednak świadomość wstawania o 6:30 i spieszenia na konkretną godzinę znowu staje się codziennością. Trzy miesiące mnie rozleniwiły... i bardzo ciężko zwlec mi się z łóżka. A do tego ranki zimne i ciemne. Ciepłe łóżko jest zdecydowanie bardziej przekonujące ;-)
Wczoraj miałam najdłuższy dzień na uczelni. Od 8:15, a w domu o 18. Na szczęście mam tak tylko raz na dwa tygodnie. Poznaję nowe przedmioty i niektóre nie przypadły mi do gustu. Ale trudno, jakoś muszę przez nie przebrnąć.
Tymczasem mam dwa wolne dni i planuję się wyspać. Aż będę mieć takie śpiochy jak Bianka.
Miłego weekendu!

*Bianka ze swoją brudną łapką, którą nie wiem gdzie znowu wsadziła

26.09.2012

Nie ma mnie

Hej! Zaczęłam zajęcia i od razu mniej czasu na inne rzeczy. Co prawda w poniedziałek byłam tylko całe 20 minut, wtorek wolny, ale za to dzisiaj wróciłam przed 17. A jutro najgorsze, bo planowo do 18:30, ale może z racji pierwszych zajęć uda się wcześniej skończyć. Do tego mam okienko. No potrzebne jak dziura w moście...
I komunikacja miejska to zło. Jeszcze trochę i zacznę piechotą chodzić.
Odezwę się w piątek ;-)

23.09.2012

Jesień

Jesień zawitała i mnie nie zachwyciła. Zimne poranki i wieczory i tylko trochę więcej ciepła w środku dnia. Dla mnie ta pora roku jest przygnębiająca. Dni mamy co raz krótsze, zaczął się sezon przeziębień, a jutro zaczynam zajęcia. Szybszy zmierzch uniemożliwia robienie zdjęć popołudniami (bo co to za światło...), jakieś parszywe bakterie próbują mnie zaatakować, co objawia się bólem gardła i moje błogie lenistwo mówi mi do widzenia. Ech, to już drugi rok kulturoznawstwa. Trzeba będzie się przyłożyć.
Skoro to wszystko nie przypadło mi do gustu, to podzielę się zdjęciem kwiatów z ogródka mojej Mamy. Biance się podobają i jesieni jest przeciwna ;-)
Udanego i ciepłego tygodnia!

22.09.2012

Ostatni dzień lata

Lato żegna się z nami hucznie. Rankiem przywitał deszcz i widok był podobny do jednego z dni w Holandii. Ot, wakacyjne wspomnienie. Po południu niespodziewanie nadciągnęły ciemne chmury i grzmoty w oddali, a wraz z nimi błyskawice zapowiadały burzę. Ale jak to czasami bywa, trochę hałasu narobiło i przeszło gdzieś obok. Jednak później zerwał się dość silny wiatr, masy powietrza się mieszały, lekko padało i aura była niesprzyjająca. Matka Natura pokazuje nam, że coś się kończy, a coś zaczyna.
Ja na przekór zatrzymuję lato w sercu i w kuchni. Z radością kupuję kubełek pełen świeżych malin.
I wyczekuję. Następnego lata.

21.09.2012

Letnio-jesiennie

Za dwa dni oficjalnie powitamy jesień, ale na szczęście pogoda ma jeszcze letni nastrój. Dzisiaj mogłam swobodnie wyjść w swetrze, chociaż na termometrze było tylko 16 stopni, to w moim odczuciu było cieplej. Miałam czterogodzinny spacer po sklepach w towarzystwie Weroniki. Oj, ile my kilometrów przemierzamy. To już nasz taki zwyczaj. Bardzo rzadko korzystamy z autobusów, wolimy się przejść, co jest z pożytkiem nie tylko dla naszego portfela, ale przede wszystkim dla zdrowia i kondycji. Nawet w Goudzie zasuwałyśmy trzy kilometry na stację benzynową ;D

Jako, że ostatnie dni lata, kupuję ostatnie świeże borówki. Z mlekiem i płatkami, z masłem orzechowym. Wynajduję w sklepach również inne ciekawostki. I na przykład dziś w moje ręce wpadł 3BIT w edycji limitowanej o smaku Rum&Cola oraz fantastyczne słodkie fasolki.
O Biance zawsze pamiętam i udało mi się znaleźć mięsne kabanosiki, te same, które przywiozłam z Holandii. Jak tylko zobaczyła, chodziła za mną i czekała aż jednego dostanie ;-) Ponadto otrzymała dwie zabawki. Piórka na wędce bardzo polubiła, a do myszki musi się jeszcze przekonać.
Pięknego letnio-jesiennego weekendu :-)

19.09.2012

Zakupy z podróży

Nie wiem czy ktoś zauważył, ale nie zdążyłam jeszcze pokazać Wam wszystkiego z moich wakacji w Holandii. Pozostało kilka postów, bo w końcu przez trzy tygodnie wiele się działo ;-) Tym razem zaprezentuję smaczniejszą część wyprawy, czyli zakupy spożywcze.
Zacznijmy od tego, że za każdym razem kiedy jestem za granicą i odwiedzam tamtejsze sklepy, dostaję oczopląsu. Jest tyle nowych rzeczy mi nieznanych i wszystko chciałabym zobaczyć, dowiedzieć się co to, z czego, po co... itd. Na prawdę, mnie lepiej nie zostawiać w takich miejscach samej, bo prędko nie wyjdę ;D
Będąc w Holandii i to w dodatku w Goudzie, nie mogłam nie przywieść sera. Tak dobrego jeszcze nigdy nie jadłam. Czuć, że to prawdziwy ser, delikatny, mleczny. I już niestety nic nie zostało...
Poza tym kupiłam trochę słodkości, praktycznych rzeczy do pieczenia i piwo. Ale piwo tylko dla rodziców. Odrzuca mnie zapach i smak piwa. Gustuję w winach i likierach ;-) Taka ze mnie wybredna panienka. Mała uwaga do słodyczy: chciałam być oryginalna kupując Milka Crispello, ale niestety coś mi nie wyszło. Po raz pierwszy spotkałam się z tym właśnie w Holandii, ale po powrocie okazało się, że u nas też można taką nowość zakupić. No cóż.. przynajmniej miałam fajne belgijskie czekolady i ciasteczka z Francji. A czekoladowy pudding (był pyszny) miał być mlekiem czekoladowym. Tak to jest jak się nie zna języka.