Nareszcie się wyspałam! Przez ostatni tydzień, mimo, że miałam wolne, to z własnej i woli Bianki wstawałam wcześnie. Za wcześnie, ale moje poświęcenie nie poszło na marne ;-) Tylko dlaczego weekend się kończy i jutro znowu na zajęcia...
Na zakończenie leniwych dni odwiedziłam wczoraj Weronikę i urządziłyśmy sobie małe filmowe popołudnie z dobrym jedzeniem. Weronika zrobiła mini bagietki i australijskie ciasteczka (biszkoptowe przełożone warstwą dżemu, w kolorowej otoczce z wiórkami kokosowymi), a ja upiekłam czekoladowe brownies z malinami w formie babeczek. Zjadając te pyszności oglądnęłyśmy film "Incepcja", który już od dawna chciałam zobaczyć, a jakoś nigdy nie miałam okazji. Podobało mi się, choć jest dość złożony i trzeba się skupić aby się nie pogubić w akcji. Pokazano ciekawy temat umysłu, naszych snów, podświadomości. Później znowu powróciłyśmy do naszych ulubionych anime oglądanych kilkanaście lat temu i które na zawsze pozostaną tymi najlepszymi. Tym razem padło na "
Record of Lodoss War" i latem planujemy ponownie obejrzeć całą serię.
/8 babeczek/
100 g gorzkiej czekolady
100 g masła
2 jajka
180 g cukru (lub mniej)
100 g mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g malin (u mnie mrożone)
cukier puder do oprószenia (opcjonalnie)
Masło i czekoladę umieścić w garnuszku i ogrzewać na małej mocy, do rozpuszczenia, mieszając. Lekko przestudzić. Czekoladę i pozostałe składniki (oprócz malin) umieścić w misie miksera i zmiksować na gładką masę. Wrzucić maliny i lekko wymieszać.
Powstałą masę nałożyć do foremek od muffinek (najlepiej silikonowych lub papierowych papilotek), do 3/4 wysokości. Piec w temperaturze 180 stopni przez około 20 minut (nie pieczemy do tzw. suchego patyczka). Można jeść prosto z foremek ciepłe - co też uczyniłam próbując pierwszej babeczki ;-) A dopiero po całkowitym ostudzeniu dobrze odchodzą od papierków.
Chrupiąca skorupka na zewnątrz i słodkie, mocno czekoladowe mięciutkie wnętrze :-)